Co na etykiecie być powinno, co musi, a czego nie ma wcale…

Karmy gotowe dla zwierząt mają dość swoistą cechę: przeznaczone są dla konsumentów, którzy nie decydują bezpośrednio o wyborze konkretnej karmy. Co prawda slogan głosi, ze „mój kot kupowałby whisky” (lub coś podobnego), ale to nie zwierzęta decydują o zakupie! Człowiek, kupujący karmę, nie może – zazwyczaj – odwołać się do swych osobistych preferencji smakowych, stąd skazany jest na obserwację zachowania zwierzęcia i na lekturę etykiet.

Etykiety karm suchych psów powinny zawierać szereg elementów obowiązkowych: nazwę produktu, wyraźne określenie, że jest to pokarm dla psów, masę netto, instrukcję prawidłowego dawkowania, minimalny okres przydatności do spożycia, numer partii, deklarację składu, informację o obecności dodatków, których zawartość jest ograniczona odrębnymi przepisami. Deklarowanie jednak wszystkich rodzajów dodatków jest dobrowolne, stąd podawanie, ze karma zawiera dodatek oleju z wiesiołka jest zazwyczaj chwytem marketingowym niż rzetelną i przydatną informacją. Przepisy wymagają także – uwaga, to nie żart! – by na etykiecie podany był numer bezpłatnej linii telefonicznej (lub inny środek komunikacji), gdzie możliwe jest uzyskane informacji szczegółowych dotyczących produktu. Współcześnie większość producentów radzi sobie z tym wymogiem przez podanie adresu internetowego strony, gdzie ciekawski nabywca może dowiedzieć się więcej o karmie, niż pomieszczono na etykiecie. Warto tu jednak zauważyć, że treść stron internetowych producentów karm nie podlega przepisom prawa handlowego, i nie zawsze można wierzyć danym na nich podawanym (zwłaszcza, gdy etykieta odsyła nas nie na stronę WWW producenta, ale na przykład na stronę importera).

Jednym z ważniejszych, a mniej docenianych przez nabywców karmy jest wymóg bez­względnego podawania składników według udzia­łu wagowego w suchej masie karmy w porządku malejącym. (Innymi słowy – na pierwszym miejscu na etykiecie wymieniony być musi ten składnik, którego w karmie jest najwięcej, a potem krok po kroku, po kolei te produkty, których w suchej masie jest coraz to mniej.) Warto zaznaczyć, że najważniejsze tu słowa to ‘w suchej masie’, inaczej porównywanie składników w karmie suchej (circa 7% wilgotności) i karmie mokrej (powyżej 80% wilgotności) byłoby praktycznie niemożliwe! Oczywiście, wytwórcy karm, starający się przedstawić swe produkty w jak najlepszym świetle, znaleźli sposób, by utrudnić nabywcom obiektywne porównanie karm. Idea jest całkiem prosta – zamiast napisać, zgodnie z prawdą, że w karmie jest, powiedzmy, 26% kukurydzy i równie umownie, 19% mięsa, podają – także na etykiecie – że w karmie jest 13% maczki kukurydzianej i 14% grysu z kukurydzy. W efekcie mięso, którego jest nadal 19%, awansuje z drugiego na pierwsze dumne miejsce w składzie karmy!

Producentom wolno również podawać na etykiecie poszczególne kategorii składników (np. mięso, produkty mięsne, podroby itp.) zgodnie z ustanowionym przez Dziennik Ustaw UE katalogiem składników, ale nie jest to obowiązkowe. Równie nieobowiązkowe jest podawanie na etykietach wartości energii metabolicznej karmy, ale jeśli producent to czyni, to musi przestrzegać norm UE (co, rzecz jasna nie dotyczy producentów karm importowanych zza Oceanu, a zatem porównywanie pod tym względem obecnych na polskim rynku karm np. brytyjskich i kanadyjskich nie ma szczególnego sensu.

Bezwzględnie na etykiecie podana być musi zawartość takich elementów karmy jak białka surowego, włókna surowego, olejów i tłuszczy surowych (bez rozdzielania na roślinne i zwierzęce) oraz popiołu. Warto tu jeszcze raz podkreślić, że deklarowana zawartość popiołu nie oznacza, że do karmy dodawany jest popiół! To tylko informacja, ile w karmie jest składników niestrawialnych pochodzenia mineralnego. Wartość tę uzyskuje się poprzez spalenie w warunkach laboratoryjnych odpowiedniej ilości karmy i zważenie niepalnych pozostałości – popiołu właśnie.
Wedle przepisów Unii Europejskiej etykieta zawierać także musi uśrednioną ilość karmy przeznaczonej do spożycia w ciągu doby, określonej wedle masy ciała zwierzęcia, albo wedle jego wieku (zwłaszcza przy karmach szczenięcych), ale także – dodatkowo – wedle szacunkowego poziomu aktywności psa. Dawkowanie karmy podawane przez producenta opiera się wyłącznie na jego wewnętrznych badaniach, które przyjmowane są bona fide, innymi słowy – zupełnie na wiarę. Oczywiście, drogą badań laboratoryjnych można by to sprawdzić, ale (przynajmniej w Europie) nikt takich badań kontrolnych nie przeprowadza, podobnie jak badań sprawdzających, czy skład podawany przez producenta jest zgodny ze stanem faktycznym. Zakłada się, że żaden z liczących się wytwórców karmy nie pozwoli sobie na przyłapanie go na ewidentnym oszustwie, a ponad 75% suchej karmy sprzedawanej na ustabilizowanych rynkach pochodzi od trzech czy czterech producentów.

Wszystkie karmy dla psów czy kotów by móc trafić na rynek Unii Europejskiej, a więc także i Polski, muszą spełniać specjalne normy opracowane dla każdego z gatunków zwierząt towarzyszących. Wobec karm dla psów podstawowym odnośnikiem jest dokument Nutritional guidelines for complete and complementary pet food for cats and dogs, sporządzone na zlecenie European Pet Food Industry Federation (FEDIAF).
I na koniec owego katalogu pobożnych życzeń wobec etykiet warto zwrócić uwagę na dwie jeszcze sprawy: po pierwsze, zgodnie z przepisami UE, na opakowaniu wszystkie dane o produkcie muszą być podane w języku urzędowym kraju, w którym karma jest sprzedawana (to oznacza, na przykład, że produkty sprzedawane w Belgii muszą mieć opisy dwujęzyczne). Wraz z ekspansją prawa unijnego na coraz większą część Europy na niedużych nawet workach z karmą trzeba pomieścić dwadzieścia parę opisów, co jest zdecydowanie trudne. Dlatego tez producenci uzyskali zgodę an umieszczanie na workach o wadze poniżej 10 kg opisów (etykiet właśnie) skrótowych, a diabli wiedzą, co fachowcy od marketingu uznają za nadające się do skrócenia. Zawsze czytajmy etykiety na workach suchej karmy dla psów ważących powyżej 10 kg!
Po drugie: serdecznie zachęcam do porównywania etykiet oryginalnych z treścią małych prawie nieczytelnych karteczek, przyklejanych przez piwnicznych czy garażowych importerów na workach czy puszkach karmy. Naprawdę ciekawych rzeczy można się dowiedzieć – moim faworytem jest karma z mięsem strusia, zawierająca w tłumaczeniu 100% wołowiny!

Dodaj komentarz