Dog argentyński – myśliwy, nie gladiator!

Dog argentyński – myśliwy, nie gladiator!

Głowa dogo argentino, z czujnym spojrzeniem ciemnych oczu i – w swe ojczyźnie – z kopiowanymi dość krótko uszami zazwyczaj odbierana jest przez laików za głowę któregoś z psów bojowych. Dlatego też od czasu do czasu dog argentyński trafia na ławę oskarżonych, gdy mówi się o psach ras niebezpiecznych. A przecież „argentyńczyk” to przede wszystkim myśliwy, stróż i towarzysz, ale na pewno nie wojownik.

Historia
Większość historycznych relacji o starodawnym rodowodzie licznych ras to w zasadzie tylko pretekst do odwiecznych sporów i rozważań bez końca. Nawet stworzony dopiero w XX wieku dog argentyński nie jest w tej dziedzinie wyjątkiem. Do dziś w jego historii istnieje jeszcze wiele niesprawdzonych hipotez i pytań bez odpowiedzi. Przyjęte jest jednak zgodnie uważać, że dogo argentino zawdzięcza swe powstanie uporowi i konsekwencji jednego tylko człowieka – dra Antonio Norres Martineza.
W Argentynie psy w typie mastifa występowały już w początkach XVI stulecia, kiedy to konkwistadorzy używali ich do walk z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. W owych czasach stosunkowo często krzyżowano je z buldogami, bulterierami (a raczej ich protoplastami, bo na bulteriera przyszło nam czekać jeszcze ponad trzy wieki), bokserami i mastifami z Cordoby, w celu dodania im jeszcze bardziej groźnego wyglądu. Powstałe W ten sposób mieszanki miedzyrasowe, zazwyczaj dość agresywne, były stosunkowo trudne w układaniu. Przy założeniu takiej polityki hodowlanej nie sposób był używać ich do polowań w sforze ani do pilnowania. Dlatego dr Antonio Norres Martinez z uniwersytetu narodowego w Cordobie postawił sobie za cel stworzenie nowej rasy psów pracujących, dających się wykorzystać w polowaniu w pampie na pumy i pekari.
Swą trudną i mozolną pracę Martinez rozpoczął od skrzyżowania miejscowych psów w typie mastifa z ówczesnymi dogami niemieckimi, pointerami i wilczarzami irlandzkimi, a także dużymi pirenejskimi psami górskimi. Oprócz tego w tworzeniu nowej rasy brały udział także i wielorasowe mieszanki najróżniejszych ras (często aż do 6 pokoleń wstecz!) Doktor Martinez wziął za podstawę psy bojowe z Cordoby (perro de palea), traktując je jako fundament, na którym stworzyć chciał nowego psa, dostatecznie silnego, by wypłoszyć z łowiska pumę, walczyć z nią i pokonać ją!

Powstanie nowej rasy
Zadanie, jakie postawił przed sobą wcale nie było łatwe. Antonio Martinez sprokurował sobie kilkanaście egzemplarzy perro de paleo i zaczął umiejętnie i bardzo cierpliwie dolewać do nich krwi innych ras. Każda z użytych przezeń ras miała przydać przyszłym psom konkretnych nowych cech. Bokser (co dość dziwne) miał dać stabilny system nerwowy, dog niemiecki – wielkość, buldog i bulterier – szeroką klatkę piersiową i mocne szczęki. W tworzeniu nowej rasy wzięły udział także wilczarze irlandzkie, mające dodać planowanym psom szybkości, dogi de Bordeaux i mastify hiszpańskie, dodające widoczny wzrost masy mięśniowej i pirenejski pies górski, odpowiedzialny za białą maść dogo argentino. Dr Martinez założył dwie linie hodowlane zwane guarani i araukana. Do każdej z nich konsekwentnie dolewał krwi psów mieszanek międzyrasowch (metysów) wielu rozmaitych wymienionych powyżej ras. Efekt końcowego połączenia obu tych linii stał się prototypem współczesnego dogo argentino.

Przez ponad 30 lat dr Martinez pracował nad wyglądem zewnętrznym i temperamentem doga argentyńskiego, ogromne znaczenie przywiązując do popularyzacji nowej rasy. Po jego tragicznej śmierci na polowaniu w 1956 roku o mało nie zakończyła się ledwo zaczęta historia nowej rasy: wielu hodowców krzyżowało wyjściowe reproduktory Martineza z sukami rozmaitych ras, zwracając uwagę w zasadzie tylko na kolor szaty i zewnętrzne podobieństwo kolejnego pokolenia do dogo argentino. Do ksiąg hodowlanych, utworzonych w celu przygotowania do oficjalnego uznania rasy, stosunkowo często trafiały psy na podstawie opisu. fenotypu, nawet jeśli nic nie wiedziano o ich genotypie. Jedynie ingerencji don Augustina, brata Antonio Martineza, ów chaotyczny niekontrolowany rozwój „rasy” został nieprzyhamowany i zawrócony do założeń jej twórcy. Wtedy właśnie zaczęto mówić o „Argentyńczykach z Cobuta”, regionu, w którym był kennel Augustyna. Jego właściciel pracował w ministerstwie spraw zagranicznych Argentyny i jego działalność dyplomatyczna miała niemały wpływ na popularyzację rasy. Efektem wieloletnich zabiegów obu braci było pojawienie się śnieżnobiałego, mocnego psa, łączącego w sobie umiejętności pracy w polowaniu zarówno na grubego, jak i na drobniejszego zwierza. Dysponując wspaniałym węchem miał on równocześnie wrodzoną skłonność do aportowania. Jednocześnie pies ten był idealnie przystosowany do surowych warunków naturalnych panujący w Argentynie, nie wykazując przy tym przesadnej agresywności miejscowych mastifów z Cordoby. Średnie rozmiary dogo argentino ułatwiały mu sprawne poruszanie się po górzystej okolicy, a biała szata była doskonale widoczna w pampie.

Charakter i zastosowanie
Dogo argentino to pies silny i odważny. W Argentynie jest on z powodzeniem wykorzystywany jako pies policyjny. Także służby porządkowe Holandii i Stanów Zjednoczonych od wielu lat skutecznie wykorzystują w swej pracy liczne egzemplarze „argentyńczyka”. Wiadomo doskonale, że wymogi pracy w policji stoją w sprzeczności z niepohamowaną agresywnością , a wprost przeciwnie – żądają wyjątkowego zrównoważenia i skrupulatnej oceny sytuacji. Dzięki swemu wspaniałemu węchowi dogo argentino sprawdzają się w funkcji psów pracujących w stowarzyszeniach zajmujących się poszukiwaniem zaginionych osób. Oprócz tego ‘argentyńczyki’ wielokrotnie sprawdzały w roli przewodników niewidomych i psów ratowniczych w wypadku . Jak widać w żadnym wypadku nie przypominają one ponurych, złych i nieopanowanych psów, jakie często widzą w nich laicy. Wprost przeciwnie, zdarza się, ze dogo argentino powstrzymuje się przed zdecydowaną ingerencją w niezrozumiała dla niego sytuację, z powodu zbytniego zaufania do – nawet nieznanego mu – człowieka.

Copyright for text by Jana Strelec
Copyright for photo by Agnieszka Doner

Dodaj komentarz