Kilka refleksji o alergiach pokarmowych

Kilka refleksji o alergiach pokarmowych

Wszyscy to znamy aż za dobrze – pies zaczyna się nam w zasadzie bez powodu drapać, swędzenie najwyraźniej nasila się… Przede wszystkim pochylamy się nad nim w poszukiwaniu pcheł, ale oprócz wyraźnych zaczerwień na skórze, które nie wiemy, czy wzięły się z jakiejś przyczyny zewnętrznej, czy po prostu z podrażnienia ciągłym drapaniem nie widzimy nic. Gdy po kolejnych dwóch dniach świąd nie ustępuje biegniemy do weterynarza, który – najczęściej nawet nie oglądając psa – ogłasza dramatyczny wyrok: uczulenie. Najprawdopodobniej na karmę. Masz ci los!

Nie odrzucając w żadnym razie diagnozy lekarza, radzimy zapoznać się z kilkoma informacjami o uczuleniach, ot tak, by wyposażonym w nieco większą wiedzę nie sięgać od razu po polecaną przez lekarza jako “antyalergiczna” karmę nieznanego pochodzenia o – zazwyczaj – kosmicznej cenie…

Zasadnicza większość (wedle niektórych danych ponad 99%!) psich uczuleń manifestujących się podrażnieniem skóry ma podłoże wcale nie pokarmowe, a najzupełniej kontaktowe. Oznacza to, że psia skóra reaguje rumieniem i świądem (lub jedną tylko z tych reakcji) na coś, czego pies dotknął, mniej lub bardziej świadomie. Najczęściej jest to reakcja na ukąszenie zwykłej pchły. Już widzę, jak większość z Państwa reaguje z oburzeniem – ależ mój pies nie ma pcheł, jest kąpany w szamponie przeciwpchelnym i na dodatek nosi obróżkę przeciwpchelną lub jest traktowany specjalnymi kroplami zabójczymi dla wszelkich pasożytów skórnych! Tak, to prawda, ale mimo wszystko… Na wieczornych spacerach łatwo o kontakt z innymi psami, które tak pieczołowicie zabezpieczane przed pchłami nie są, a pojedynczy insekt gotów jest przeskoczyć na naszego pupila. Zanim wszelkie medykamenty go – błyskawicznie – ubiją, pchła gotowa jest ugryźć ostatkiem sił raz czy drugi. Im rzadziej nasz pies miał do czynienia z wydzielinami pcheł, tym łatwiej wywołać u niego uczulenie! Swędzenie powoduje drapanie się, drapanie się powoduje podrażnienie skóry, to z kolei objawia się kolejnym swędzeniem i wpadamy w zaklęte koło, którego w zasadzie nie sposób przerwać – a wszystko przez jedno ukąszenie jednej pchły, przed którym nie sposób było się zabezpieczyć. A czynników zewnętrznych wywołujących alergie u psów jest co najmniej tyle samo, co u ludzi: roztocza, odchody pająków, niektóre rośliny…

Tylko około jednego procenta uczuleń skórnych wywołanych jest przez składniki pokarmowe, a wśród nich za najbardziej winne wywoływaniu podrażnień uchodzą chemiczne środki konserwujące suchą karmę, inne od tzw. konserwantów naturalnych (jako naturalne przeciwutleniacze zazwyczaj używane są witamina E i witamina C, a ich źródłem bywa np. reklamowany ostatnio silnie olejek z rozmarynu). To właśnie konserwanty używane w kiepskich czy tanich karmach wywołują większość alergii pokarmowych – miej więcej dwie trzecie. Oczywiście, dwie trzecie z owego jednego procenta wszelkich uczuleń! Szansa na to, by pies uczulił się na któryś ze składników karmy typu premium wynosi około 3 promili – w 99,7% przyczyna leży poza miską psa.
No, może nie do końca jednak – w wielu opracowaniach podawana jest nowa jednostka chorobowa – ‘syndrom plastikowej miski‘. W największym skrócie objawia się to odbarwieniem lub opuchnięciem trufli nosa, opuchnięciem pyska z faflami włącznie, a czasami także zmianami skórnymi w obrębie pyska, a nawet ponoć i całego ciała (są to jednak tylko te fragmenty ciała, które stykają się z miską). Okazuje się, że dość popularne jest uczulanie się psów na miski wykonane ze specyficznego rodzaju plastiku i choć jest to klasyczna alergia kontaktowa, to zazwyczaj podejrzewamy o jej wywołanie jakiś rodzaj pokarmu. Przecież wystarczyło, by pies wyjechał z domu i jadł co innego, a objawy ustąpiły, prawda? A że przy okazji zmienił miskę , to najczęściej umyka naszej – i lekarskiej – uwadze.

Wracając do uczuleń pokarmowych, które stanowią drobny ułamek procenta wszelkich alergii, na jakie narażony jest pies: często spotykam się z twierdzeniem, że “pies jest uczulony na mięso kurczaka i nie może jeść karmy na kurczaku. Musi Lamb&Rice, tak powiedział lekarz“. Mam w takiej chwili zawsze tylko jedno jedyne pytanie – czy lekarz wykonywał próby alergiczne, by określić, jaki rodzaj białka zwierzęcego jest w tym przypadku alergenem? W dziewięciu wypadkach na 10 dowiaduję się, że nie lub – często – ‘nie było po co”. Przyznać się jednak muszę, że któregoś dnia usłyszałem odpowiedź, która mnie zwaliła z nóg – “Tak, robił specjalne próby wahadełkiem! ” Najczęstszym dowodem na słuszność ‘pokarmowej’ lub ściślej ‘drobiowej’ alergii psa ma być fakt, że przestawienie psa na karmę zaordynowaną przez lekarza, oczywiście o wiele droższą, pomogło usunąć psie dolegliwości. Jak zatem to się stać mogło?

Po pierwsze – przestawienie psa trwa zawsze kilka dni, w czasie których reakcja alergiczna na np. ukąszenie pchły po prostu mija samoistnie, a my jesteśmy skłonni wierzyć, że to zmiana karmy uczyniła cuda.

Po drugie – przy każdym prawie podejrzeniu alergii lekarz ordynuje psu leki przeciwhistaminowe lub sterydy, które jeszcze przyspieszają proces leczenia, na który zmiana pożywienia ma wpływ niewielki lub żaden.

Przy okazji warto wiedzieć, że przeogromna większość karm sprzedawanych w Polsce jako ‘nieuczulająca’ Lamb&Rice zawiera w swych źródłach białka zwierzęcego od 30 do 70% mączek z kurczaka (nieliczne karmy nie mające w sobie drobiu są specjalnie oznaczone).

Copyright © for text by Adam Janowski
Copyright © for photo by dogsworld.com

Dodaj komentarz