Pies strażaka

Pies strażaka

Gdy w 1966 roku FCI nowelizowało wzorzec dalmatyńczyka, najwięcej wątpliwości budziło to, który kraj zostanie uznany za ojczyznę rasy. Do tego miana pretendować mogło co najmniej kilka krajów, a wszyscy byli zgodni, że Dalmacja – część ówczesnej Jugosławii – jest jedynie regionem, gdzie białe psy w cętki tylko zatrzymały się w swych wędrówkach.O miano kraju pochodzenia ubiegać się mógł Egipt – bo malowidła ścienne w staroegipskich wykopaliskach pokazują psa dokładnie prawie odpowiadającego wzorcowi dalmatyńczyka, a 300 lat p.n.e. opisał je – jako egipskie – Ksenofont… Swoje pretensje mogłaby zgłosić Turcja – bo psy tak właśnie cętkowane z Bliskiego Wschodu przeszły via Turcja na Bałkany, czyli do Dalmacji, a od XVI wieku były trzymane na dworach osmańskich możnowładców (ponoć kilka z nich trafiło w dwa stulecia później w ręce zwycięzców po Odsieczy Wiedeńskiej, choć to raczej plotka).

Za prawdziwą ojczyznę rasy mogłyby uchodzić Indie, bo psy tak opisywane występowały w Bengalu “od zawsze”, skąd podobno wraz z wędrującymi taborami cygańskimi dotarły do Europy. Faktem jest, że XIX-wieczni brytyjscy urzędnicy kolonialni trzymali dalmatyńczyki nagminnie – choć doprawdy nie wiadomo, czy przyjechali wraz z nimi z Europy, a też zajęli się psami hinduskimi. Z drugiej strony jednak w ubiegłym stuleciu w Anglii nazywano je “psami bengalskimi“, a do dziś rasa ta stosunkowo łatwo znosi wysokie temperatury, co mogłoby być pewną wskazówką co do kraju pochodzenia.
Też w dziewiętnastym stuleciu Brytyjczycy zawieźli dalmatyńczyka do Nowego Świata, gdzie szybko zdobył olbrzymią popularność, przede wszystkim jako żywy wyznacznik wysokiej pozycji społecznej. Biały pies w czarne lub brązowe cętki na tyle zrósł się z widokiem powozu, że nazywano go nawet “coach-dog”, pies koniuszego, albo psami karecianymi. Połączenie dalmatyńczyka i powozu jest tak trwałe, że przypisywano psom tej rasy cudowną umiejętność porozumiewania się z końmi! Do dziś każde dziecko w USA wie, że dalmatyńczyk jest maskotką straży pożarnej, co ponoć wzięło się z tego, że tylko dalmatyńczyk mógł dotrzymać kroku pędzącym co koń wyskoczy do akcji strażakom.
Wiadomo, że dalmatyńczyki dotarły wszędzie tam, gdzie dotarli brytyjscy urzędnicy kolonialni (no, może z wyjątkiem Australii, gdzie nigdy nie były szaleńczo popularne, ale z drugiej strony – skąd cętki u ACD?). Skąd jednak wzięły się w Wielkiej Brytanii? Ponieważ nie były to psy pospólstwa, przeto pewną wskazówką mogą być portrety i sceny rodzajowe, na których malarze uwieczniali wielmoży wraz z ich otoczeniem, często z psami właśnie. Już w XVI stuleciu portretowano je w Wenecji (Federigo Zuccari). Wiadomo, że były w Niderlandach w XVII wieku, bo na scenie myśliwskiej, namalowanej przez Jana Fyta dla cesarza Maximiliana, stoi dalmatyńczyk jak żywy, podobnie jak na kilku innych obrazach z tej samej epoki choćby pędzla Pietera de Hooch. W Niemczech w następnym stuleciu sportretował je włoski malarz Francesco Castiglione. W Anglii Gerard Ter Borch umieścił dalmatyńczyka w obrazie stworzonym około 1648 roku, pół wieku później pies tej rasy spogląda zza Lady Jenkinson na jej portrecie… Wynika z tego, że dalmatyńczyk przybył do Wielkiej Brytanii via Holandia gdzieś z wybrzeży Morza Śródziemnego.
Przy okazji – na przełomie XVIII i XIX wieku trafił też do Polski, przynajmniej, jeśli uznać za rozsądne tropienie go na podstawie malarstwa: Aleksander Orłowski namalował go około 1800 roku. Jeśli sądzić po starodrukach, to dalmatyńczyk był popularny na naszych ziemiach w drugiej połowie XIX wieku. W książce “Pies, jego gatunki, rassy, wychów, utrzymanie, użytki, układanie, choroby i ich leczenie”, wydanej w Warszawie w 1893 roku Stanisław Rewieński narzeka, że “piękny ten gatunek psa był dawniej w modzie, dzisiaj zaś należy do rzadkości…“. W 1771 Thomas Pennant opisał rasę w księdze Synopsis of Quadrupeds, pod dzisiejszą nazwą, przypisał jej pochodzenie z Dalmacji, a jej
temperament określił jako bardzo niezależny.
W początkach dwudziestego wieku, wraz z upadkiem wielkich latyfundiów, powozów i stajni dalmatyńczyki w Europie prawie wyginęły – najlepszym dowodem może być choćby to, że w 1920 roku na wystawę Crufta dotarł tylko jeden dalmatyńczyk, opisywany jako “żywy relikt rasy prawie wymarłej“. W latach 30. kilkanaście dalmatyńczyków pojawiło się w środkowej Europie – między innymi i w Polsce, ale wciąż było to zbyt mało, by mówić o odrodzeniu psów w cętki.
Niewielki renesans rasa ta przeżyła dopiero w latach sześćdziesiątych, a i dzisiaj powoli zaczyna wracać do popularności. Spory pewno w tym udział ma szalone powodzenie filmu “101 dalmatyńczyków!”, które niestety, rysuje bardzo daleki od rzeczywistości obraz psa. Mimo to dalmatyńczyk ceniony jest dla swych cech psychicznych przez wszystkich, którzy go bliżej poznali.
Jest to pies doskonale wszechstronny. W spadku po myśliwskich przodkach (bo niewątpliwie gdzieś w zamierzchłej przeszłości pra-dalmatyńczyki były psami gończymi) pozostała mu aktywność, wesołość i umiejętność pracy na śladzie. Wieloletnie obcowanie z człowiekiem jako pies towarzyszący rozwinęło w nim otwartość na kontakty z przewodnikiem, tolerancję w stosunku do dzieci, przywiązanie i serdeczność wobec całej rodziny w stopniu niespotykanym u innych psów stricte myśliwskich. Dalmatyńczyk przepada za głaskaniem, drapaniem, pieszczotami i potrafi nawet dość aktywnie domagać się ich, zaczepiając przewodnika łapą, nosem czy delikatnie chwytając jego rękę zębami.
Spore rozmiary ciała i chęć współpracy z przewodnikiem pozwala na wykorzystanie dalmatyńczyka jako psa obronnego – po wyczerpującym szkoleniu. Sprawność fizyczna i żywa inteligencja właściwe rasie sprawiają, że jest to pies rzadko wprawdzie pokazujący sie, ale jeśli już – to brylujący na zawodach agility. Łatwość pielęgnacji krótkiej, gładkiej i przylegającej sierści sprawia, że jako pies domowy nie sprawia szczególnych kłopotów (niestety, linieje…), a jego wyszukana elegancja powoduje, że osoby pragnące zwracać na siebie uwagę nie zawiodą się w swych oczekiwaniach. Doświadczenia szwajcarskie i niemieckie pokazują, że dalmatyńczyk może być z powodzeniem używany jako pies lawinowy (wbrew pozorom, jest psem stosunkowo dobrze znoszącym niskie temperatury), a kilka dalmatyńczyków sprawdziło się w poszukiwaniu ofiar trzęsienia ziemi. No i jeszcze owe tajemne związki dalmatyńczyków z końmi, które sprawiają, że potrafią być prawdziwą żywą ozdobą stadnin i stajni.
Czy zatem owe piękne cętkowane psy nie mają żadnych wad? Niestety, tak dobrze nie ma. Dość często zdarzają się (zwłaszcza samce) osobniki silnie dominujące, usiłujące walczyć o pozycję w sforze. Wedle danych amerykańskich (brak statystyki z Europy) niewiarygodnie duży procent psów tej rasy obarczony jest problemami ze słuchem, a około dziesięciu procent wszystkich nowo narodzonych szczeniąt jest od urodzenia głuche! Nie stwierdzono, by wada ta związana była z jakimiś konkretnymi liniami hodowlanymi, stąd trzeba chyba przyjąć, że nieszczęście to trapi całą rasę (choc ponoć wedle niepotwierdzonych danych statystycznych głuchota częściej spotyka psy czekoladowe niż czarne). Na szczęście inne popularne schorzenia, jak dysplazja stawów biodrowych czy kolanowych są u dalmatyńczyków raczej rzadkością. Przy trzymaniu dalmatyńczyka jako psa domowego zapewnić mu trzeba odpowiednią dużą porcję ruchu – i to ze względu na skłonność rasy do zatywania się, jak i ze względów praktycznych: dalmatyńczyk jest psem zdecydowanie ruchliwym i pozbawiony swej codziennej porcji aktywności może szukać ujścia dla swej energii choćby w dewastowaniu domu.
Wadami potrafią też być niektóre z zalet – silne więzi, łączące dalmatyńczyka z przewodnikiem, potrafią utrudnić lub wręcz uniemożliwić krótkie nawet rozstania: pozostawiony nawet w zaprzyjaźnionym domu dalmatyńczyk bardzo często choruje, odmawia jedzenia i sabotuje najprostsze nawet polecenia. To właśnie u dalmatyńczyków jako pierwszych zaobserwowano nasilone objawy stresu separacyjnego – psychogenne choroby skóry i nawykowe lizanie łap (często do krwi) jako reakcję na stres. Na dodatek nie jest to pies wolny od zazdrości, stąd łatwo o konflikty z innymi zwierzętami domowymi czy wręcz domownikami (zwłaszcza jeśli trafi się pies dość dominujący). W stosunku do nieznanych osób dalmatyńczyk bywa dość nieufny i potrafi owarczeć, a nawet ugryźć obcego człowieka, który niespodziewanie do niego wyciągnie rękę.
Brytyjski poradnik dla początkujących właścicieli psów ostrzega przed podatnością tej rasy na choroby nerek i całego układu moczowego, choć brak w Polsce takiej statystyki. Niestety, dalmatyńczyki nie są psami długowiecznymi – przeciętny pies tej rasy kończy życie około 11-12 roku.

Copyright for text © by Adam Janowski

COMMENTS

Dodaj komentarz