Po prostu Tibby

Uczeni, zajmujący się pochodzeniem psów azjatyckich, przychylają się do opinii, że spaniel tybetański – „tibby” – jest jakimś-tam odbiciem przodka wszystkich niewielkich ras tybetańskich i azjatyckich: pekińczyka, shih tzu, lhasa apso, mopsa i japan china. Na poparcie tej tezy wywodzą wiele argumentów: geograficznych, historycznych, socjologicznych a nawet w pewnym sensie politycznych. Wedle nich spaniel tybetański stał się protoplastą japan china drogą dość pokrętną: z Tybetu przez Chiny do południowej Korei, a stamtąd do Japonii (z przyczyn politycznych właśnie droga ta miała być w VIII wieku naszej ery najkrótsza).

Wiadomo jednak z pewnością, ze w minionym tysiącleciu „tibbys” trzymane były w szlachetnych rodach tybetańskich jako ulubione zwierzę domowe, a najmniejsze i uważane za najpiękniejsze egzemplarze często ofiarowane były klasztorom lamaickim. W instytucjach tych małe pieski przejęły funkcje stróżów, znacznie czujniejszych i bardziej pobudliwych od mocarnych acz ospałych mastifów. Gdy Brytyjczycy w końcu XIX wieku odkryli na dobre Tybet, napotkali tam wiele wesołych, niezbyt obficie owłosionych niewielkich piesków, mieszkających wraz z mnichami i spełniających dość szczególną funkcję, która była przyczyną, że pierwsze „tibbys” opisywano jako psy modlitewne .  W lamaizmie istnieje przekonanie, że można modlitwę wypisać w skrócie na kawałku papieru, a następnie włożyć do specjalnego obracającego się młynka. Poruszając nim, obracając go, a wraz z nim pokryty pismem papierek, niejako wysyła się modlitwę pod niebiosa. Obracając młynek 500 razy, pół tysiąca razy zanosimy modlitwę, a jest to daleko prostsze, szybsze i mniej krępujące od powtarzania jej kilkaset razy na głos.

Takie praktyczne usprawnienie modlitw sprawiło, że w V a może w IV wieku przed naszą erą młynki modlitewne były już w powszechnym użyciu, a w niewiele lat później przystosowano przyklasztorne psy do obracania młynków i w tej roli przetrwały one ponoć do naszych dni. Ponoć – bo od 1960 roku dostęp do Tybetu jest praktycznie zamknięty i jedynie nieliczni uczeni, którzy doń dotarli, niewiele mogą powiedzieć o jakichkolwiek praktykach religijnych. Okupujący Tybet komunistyczni Chińczycy zamknęli prawie wszystkie klasztory, a mnichów rozpędzili. W skupiskach Tybetańczyków żyjących w diasporze rzeczywiście nadal funkcjonują “psy modlitewne”, choć nie zawsze są to akurat spaniele tybetańskie…

Wedle kynologów, zajmujących się historią poszczególnych ras, psy w Tybecie miały wyjątkowe szczęście – z powodów po części religijnych, po części ekonomicznych nigdy nie dochodziło tu do wynaturzania zwierząt czy roślin w ich nienaturalne, groteskowe formy. Nie znano tu ogródków bonsai, nie wyhodowano pekińczyka. Na dodatek – w przeciwieństwie do Chin czy Japonii – psy nie były tu trzymane wyłącznie w pałacach możnowładców, ale w domach wszystkich stanów, co jest jakimś wyjaśnieniem, dlaczego w Chinach nie sposób doszukać się przodków pekińczyka, a w Tybecie do niedawna spaniel tybetański był powszechny jak w Niemczech jamnik i podobnie jak on występował w wielu odmianach i wersjach lokalnych. Jedna z nich w swoim czasie została nawet opisana jako Bhutan Spaniel (warto przy tym wspomnieć, ze nazwa “spaniel”, nadana tym psom przez Brytyjczyków, oczywiście nie ma nic wspólnego z ich funkcjami myśliwskimi: po prostu dla oficerów angielskich każdy pies o jedwabistej sierści i opadających uszach musiał być spanielem, bo innych psów o takich cechach na Wyspach nie znano).

Kiedy spaniele tybetańskie przybyły do Europy, powiedzieć dziś już nie sposób. Najzagorzalsi miłośnicy rasy powołują się, oczywiście, na Marco Polo i psy przywożone Jedwabnym Szlakiem, mniej zatwardziali zwolennicy zadowalają się psami przywożonymi przez jezuitów,  nawracających Chińczyków i Japończyków w XVII i XVIII wieku. Naprawdę coś pewnego można powiedzieć dopiero o końcu XIX wieku, kiedy to pierwsze tibbys przyjechały do Wielkiej Brytanii z pania McLaren Morrison (która w 1898 roku zadebiutowała z nimi na wystawie w Birmingham i na Cruftcie). W sześć lat później przybył na Wyspy tybetański spaniel pułkownika F. M. Baileya, a po nim jeszcze kilka. W latach międzywojennych zdawało się, że rasa zdobędzie popularność, pojawiło się kilka znaczących hodowli, pierwsze tibbys wyjechały za Ocean i na kontynent. W 1934 roku brytyjski Kennel Club stworzył pierwszy wzorzec rasy, a liczba psów w Wielkiej Brytanii przekroczyła setkę. Niestety, najpierw epidemia nosówki, a później II wojna światowa położyła w zasadzie kres hodowli tych wspaniałych, wesołych piesków. Zwierzęta, które przeżyły wojnę, można było policzyć na palcach jednej ręki.

W 1946 roku wspomniana już lady Wakefield wróciła z wybijających się na niepodległość Indii z dwoma śniadymi „Tybetankami” – psem zwanym Lama i suczką Dolma. W rok później także jako mienie przesiedleńcze przyjechały z Indii pies Garpon i czarna podpalana suczka Potala. Wszystkie spaniele tybetańskie na świecie, uznane przez związki kynologiczne, pochodzą w prostej linii od tych czterech psów i jedynego niedobitka z czasów przedwojennych, psa Skyid (wspominanego dziś delikatnie jako niezbyt typowy dla rasy).

Troskliwa odbudowa rasy sprawiła, że spaniele tybetańskie znów pojawiły się na wystawach w Wielkiej Brytanii – już z w 1958 roku było ich prawie 60, a od tej pory popularność rasy tylko rosła. Wielka z w tym zasługa powstałego w 1957 roku klubu hodowców tej rasy, który już w 1959 roku opublikował nowy, nieco znowelizowany wzorzec. W późnych latach sześćdziesiątych spaniel tybetański znów wyruszył na kontynent, podbijając w krótkim czasie przede wszystkim Skandynawię, gdzie dziś jest najpopularniejszą z ras tybetańskich i na wystawach bywa więcej tibbys niż shih tzu, lhassa apso i terierów tybetańskich razem wziętych! W roku 2005 na wystawę Crufta zgłoszono ich już 187, a przecież na wystawę tę trafiają daleko nie wszystkie psy, wystawiane w Wielkiej Brytanii.W tym roku – 2015 – na Crufcie jest ich o 56 więcej niż w ubieglym!

Ogromna popularność spanieli tybetańskich w Finlandii czy Szwecji wzięła się z dwóch czynników równocześnie: z jednej strony pojawiła się moda na zdrowe, nie udziwnione, „naturalne” psy, z drugiej zaś pełne radości życia tybetany doskonale nadają się do życia w mieście i chętnie biorą udział we wszelkich zabawach z człowiekiem: mini agility, obedience a nawet dog dancing! Wszystko to sprawiło, że spaniele tybetańskie od kilkunastu lat powoli acz systematycznie podbijają Europę i – jak zdarzyło się to już w Skandynawii – wkrótce staną się jedną  z popularniejszych ras w naszych miastach.  Z drugiej strony przyznać jednak trzeba, że wieloletnie starania warszawskiej hodowli Chatanga nie zaprocentowały szaloną popularnością tibbych w naszym kraju.

Niewielkie rozmiary spaniela tybetańskiego (dzisiejsze wzorcowe egzemplarze ważą około 6 kilogramów) w połączeniu z łatwym w pielęgnacji włosem i stosunkowo dużą odpornością na wszelkie choroby uczyniły z niego wspaniałego towarzysza człowieka. Na dodatek tibby nie ma charakteru toya, nie jest rozhisteryzowany, jak większość salonowych piesków. Wprost przeciwnie – jest psem na tyle zdecydowanym, że nawet wzorzec określa go jako psa “bardzo pewnego siebie”.

Wszystkie książki o spanielach tybetańskich podkreślają niezwykłe przywiązanie psów tej rasy do człowieka, przy czym jest to raczej przyjacielski związek z jednym przewodnikiem niż więzi z całą rodziną. Spaniel tybetański nie nadaje się na wylegującego się leniwego kanapowca, to czujny, aktywny wesoły piesek, najchętniej przejmujący funkcję strażnika całego domu. Wszyscy właściciela tybetanów podkreślają, że ulubionym zajęciem ich psa jest usadowienie się na jakimś podwyższeniu (ostatecznie może to być parapet okienny) i obserwowanie otoczenia, by sygnalizować szczekaniem wszelkie zmiany: zbliżanie się gości, kota sąsiadów czy choćby nieznanego psa za oknem. Nie jest to jednak zanoszenie się szczekiem – gdy tylko spaniel tybetański zorientuje się, ze właściciel został poinformowany o niezwykłym wydarzeniu, natychmiast uspokaja się, wypełnił przecież swe obowiązki…

Trzeba jeszcze pamiętać, ze przyrodzoną rasie cecha jest duma, czasami nawet przesadna. Uli Gelbrich w swej książce o rasach tybetańskich twierdzi, że spaniele tybetańskie maja wrodzone poczucie sprawiedliwości i obrażają się, gdy karcone są niesłusznie. Gdybyż to była tylko wyniosła obraza! Tibbys czynnie wychowują  swego właściciela, niszcząc w odwecie jego sprzęty, ubrania czy wyposażenie domu. Karcony fizycznie tibby, nie dość, że obrazi się śmiertelnie, to jeszcze w pierwszym odruchu potrafi zrobić użytek z zębów! Niesprawiedliwie traktowany spaniel tybetański potrafi być prawdziwym utrapieniem, ale właściciel szanujący osobowość swego może być pewny jego przyjaźni i oddania. To niewiarygodne, jak bardzo potrafi zmienić się ten sam pies w zależności od tego, jak jest traktowany. Żaden pies na świecie nie będzie tak krnąbrny i nieposłuszny jak spaniel tybetański w złych rękach i zarazem żaden nie będzie posłuszny na pierwsze skinienie, jeśli tylko uzna prymat przewodnika. Ale nie ma niczego danego raz na zawsze: tibby będzie przez całe życie sprawdzał, na ile może sobie pozwolić w stosunku do swojego człowieka i przez cały czas będzie prowadził z nim podjazdową wojnę o przywództwo w stadzie…

Niedoświadczeni właściciele skarżą się często, że tibby lekceważy ich polecenia, na spacerze nie wraca do przewodnika, nie okazuje im czułości ni sympatii. Tak właśnie zachowuje się spaniel tybetański wobec ludzi, których już opanował i podporządkował sobie bez reszty. Jeśli natomiast dać mu stosunkowo dużo ruchu i od pierwszego dnia pobytu w domu wyznaczyć nieprzekraczalne granice samodzielności, to można liczyć na psa, który z przyjemnością będzie wykonywał wszelkie polecenia właściciela, przychodził na pierwsze wezwanie, demonstrował swą sympatię i oddanie człowiekowi.

Oceniając spaniela tybetańskiego na wystawach warto pamiętać o zasadzie brytyjskich (a teraz już przede wszystkim fińskich) hodowców: wszelkie podobieństwa do pekińczyka czy japan china są błędem! Nie należy dążyć do skróconej kufy, okrągłej czaszki, wypukłych oczu, zbyt obfitego włosa, toczącego kroku. Pies ma robić przede wszystkim wrażenie wesołego, sprężystego i bardzo sprawnego czworonoga, “mającego wszystko na swoim  miejscu“. Ukłonem w stronę tradycyjnego wzorca jest wygięcie kończyn (w efekcie tibby stawia stopy dość wąsko), głowa “o numer za mała w stosunku do ciała” i niezbyt obfity włos  na korpusie. Konieczna jest kryza (obfitsza u psów niż u suk), bogaty włos na zagiętym na plecy ogonie i dłuższe włosy na wydłużonych, zajęczych stopach. Dopuszczalne są wszelkie maści, co sprawia, że w jednym miocie zdarzają się psy łaciate i jednomaściste, ale najczęstsze są wszelkie odmiany rudego i złotego, z ewentualną domieszką bieli bądź ciemną maską.

Głowa tybetana,  „o numer za mała w porównaniu z korpusem”, ma mieć wyraźną i dość szeroką kufę, zgryz co najmniej cęgowy (choć lepszy lekki przodozgryz, „odwrócone nożyce”), oko sprawiające wrażenie trójkątnego, uszy półzwisłe. Jeszcze w latach trzydziestych zdarzały się spaniele tybetańskie o uszach całkiem stojących, niczym u papillona, lecz dziś jest to już niedopuszczalne. Brytyjski komentarz do wzorca mówi, że pysk spaniela tybetańskiego ma mieć wyraz „pyszczka złośliwej małpki”, ale nie jest to zbyt ścisłe. Lepsze byłoby określenie wyrazu pyska jako “dumnego i z lekka aroganckiego“, możliwie jak najbardziej przypominającego głowę pomniejszonego mastifa tybetańskiego. Wszelki słodki wyraz pyska wynikający z dużego okrągłego oka, wciśniętej między oczy krótkiej i wąskiej kufy czy opadających od samej podstawy uszu jest wyraźnym błędem.

W Polsce spanieli tybetańskich jest jeszcze niewiele, raptem kilkadziesiąt, ale na dobrym poziomie, co widać choćby na wystawach, gdzie psy w polskich rękach z sukcesami rywalizują z utytułowanymi psami z Skandynawii. Oparcie hodowli na dobrych psach sprowadzonych z Finlandii i Wielkiej Brytanii  dało wspaniałe efekty, stąd o polskie tybetany dopytują się i Włosi, i Niemcy, i Czesi. W naszym kraju zainteresowanie rasą nie jest jeszcze duże, ale wzrasta z roku na rok – być może pod wpływem lektury książek, zazwyczaj pochodzących z krajów, gdzie tibbys są znacznie popularniejsze. Wszyscy autorzy opisują w nich spaniela tybetańskiego w samych superlatywach, tak jak na to zasługuje.

Copyright for text © by Adam Janowski

ZOBACZ TEŻ
wzorzec

Dodaj komentarz