Specyficzne dzisiaj w świecie bulteriera

Specyficzne dzisiaj w świecie bulteriera

Bull Terriers Today

David Harris

Jeśli ktoś bezskutecznie szuka wyczerpującego kompendium wiedzy o współczesnych bulterierach, to w zasadzie może przestać szukać – znalazł. Angielski przewodniczący amerykańskiego klubu bulteriera i wiceprzewodniczący amerykańskiego klubu stafforda w jednej osobie, David Harris, jest osobą kompetentną.

W książce, na raptem 175 stronach, zamieszczono to wszystko, ca właścicielowi bula wiedzieć trzeba, choć przyznać należy, że dzieło jest wyraźnie ‘anglocentryczne’ (choć niby jaka być może książka o rasie stricte anglosaskiej?).

Historia rasy jest tu opracowana dość niebanalnie – choć najistotniejsze wydarzenia z przeszłości zostały znacznie rozszerzone, i tak cała historia ‘do Hinksa” liczy raptem 4 linijki druku, dość by napisać, że niczego ciekawego tam nie było. O słynnej białej Puss – dwie linijki, bo zdaniem autora historia współczesnych bulterierów zaczyna się dopiero od Madmana, kilka lat później, a może jeszcze dalej – do Nelsona czy pierwszego championa rasy (1875), Tarquina.

Pisząc o tworzeniu rasy, David Harris zakłada, że najważniejszą postacią tamtego okresu był Harry Monk, który w pierwszych latach XX wieku stworzył własną linię bulterierów, które chyba jako pierwsze psy zasadniczo różniły się (głowa!) od staffordów, bo w owych latach Bull Terrier i Staffordshire Terrier były często jedną i tą samą rasą!

Równie istotną osobowością dla stworzenia dzisiejszych bulterierów był Edward Lyon, który po powrocie z Indii (1905) zajął się propagowaniem popularniejszych, acz uznawanych za mniej rasowe bulterierów kolorowych.

Dość ciekawie autor opisuje słynną The White Stud Book, twierdząc że powstała ona w opozycji do opublikowanej w 1932 roku przez Our Dogs monografii rasy autorstwa Toma Hoggartha. Można przy okazji przeczytać kilka ‘smaczków’, takich choćby jak to, ze dzisiejszy kształt bulterierów zawdzięczamy w największym stopniu hodowcom z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia, których czołówkę tworzyły …. panie (dość to podobne, tout proportions gardee, do dzisiejszej sytuacji w hodowli buli w Polsce).

David Harris w części poradniczej swej książki sugeruje, by niedoświadczony, początkujący właściciel bulteriera zaczynał od szczenięcia-suczki. Zwróćmy uwagę – ‘zaczynał od’ – autorowi, kierowanemu doświadczeniem, nawet nie przychodzi na myśl, że jego Czytelnik mógłby poprzestać na jednym psie… Jeśli szukamy psa nie tylko do towarzystwa i przyjaźni, ale i do wystaw, to powinniśmy, zdaniem Harrisa, zdecydować się na … szczenię-suczkę! Zadziwiające, jak przy takim podejściu wciąż jeszcze są chętni na psy-psy.

Autor porusza tu na marginesie sprawę psów sprzedawanych na współwłasność. To niezły pomysł, jeśli chodzi o niezbyt duże hodowle z dużymi (często uzasadnionymi) aspiracjami – ale w innej sytuacji współwłasność to koszmar! Jeśli pies odniesie sukces wystawowy, to rzeczywisty właściciel czuje się pokrzywdzony i wykorzystany, jeśli nie – to z reguły niezadowolony jest hodowca. Choć z drugiej strony autor twierdzi, że typowa jest dla właścicieli bulterierów serdeczność, zgodnie z którą wielu właścicieli psów zaprzyjaźnia się na bardzo długo z hodowcami ich pierwszego szczenięcia.

Przedstawiony w książce wzorzec bulteriera (brytyjski i amerykański) jest uzupełniony bardzo, bardzo ciekawym autorskim komentarzem. Najciekawsze są w nim nie tyle twierdzenia – te nie odbiegają w treści zasadniczo od innych uwag innych komentarzy – ale rzucane mimochodem uwagi, takie choćby jak to, że niepożądane, ‘wesołe’ noszenie ogona u bula zazwyczaj idzie w parze ze źle ustawioną miednicą, skróceniem kroku, co prowadzi aż do kategorycznej myśli, Przy źle, zbyt wysoko noszonym ogonie psy po prostu nie sa w stanie się dobrze ruszać. Prawda? Prawda, ale kto oprócz Taylora (i być może jego guru, Oppenheimera) napisał to tak wprost?

Rozdział Wystawianie bulteriera wbrew tytułowi mniej mówi o tym, jak należy to czynić, a więcej o wszystkim, co jest związane z wystawami (i w USA, i w Wielkiej Brytanii).

Dla miłośników – a nie hodowców – rasy bardzo ciekawy będzie rozdział o literackich i plastycznych konotacjach bulterierów, poświęcony także i innym szczegółom; tak wiec dowiemy się, gdzie prawdopodobnie miała miejsce walka Puss z innymi psami (wszystko wskazuje na to, że zdarzyło się to na uboczu wystawy w Ashburnham Hall Cremorne), a partnerem Hinksa w zakładzie był właściciel kolorowej suki, Bill Tupper. Dowiemy się także kolejnej ciekawostki – ważąca 40 funtów (ok. 19 kg) Puss walczyła z 60-funtową (prawie 30 kg!) przeciwniczka, co wedle Taylora było czymś niespotykanym, bo zazwyczaj pitmani przestrzegali jednolitych kategorii wagowych przeciwników.

Wśród opisywanych przez autora psów jest i Bar Sinister, bohater książki z 1903 roku i filmu z 1955 roku, i Garm, pies z opowieści Kiplinga, i głucha Patsy Ann, bulterierza wersja japońskiego Hatchiko, i Major Major, bulterier spod Tobruku. Autor zebrał w tomie kilkanaście opowieści o niezwykłych bulterierach, udowadniając w ten sposób wszystkim, że nie masz psa nad bulteriera.

Porady dla hodowcy i właściciela bula nie odbiegają od typowych zamieszczanych w wielu poradnikach kynologicznych, ale zaraz po nich znajduje się rozdział-smakołyk: omówienie stanu hodowli (1997-98) w Wielkiej Brytanii, USA i reszcie świata (taką kolejność przyjął Autor). 9 brytyjskich, 11 amerykańskich (USA i Kanada) hodowli, kilka słów o hodowlach australijskich, nowozelandzkich, holenderskich, niemieckich (ani słowa o Fleigu i psach von Alllemanentruth!), południowoafrykańskich, skandynawskich. Polacy się nie załapali. Ale w następnym wydaniu, wśród 150 dotychczas wydrukowanych zdjęć i rysunków z pewnością znajdzie się niejeden pies z Polski – bo nawet z USA nie sposób ich nie dojrzeć, jeśli tylko przestanie się patrzeć przez specyficzne, brytyjskie okulary.

Wojciech Korecki
David Harris ‘Bull Terriers Today’, 1998, Ringpress Books, PO BOX 8, Lyndney, Gloucestershire, GL15GYD, Wielka Brytania, ISBN 1-86054-098-8, cena około 20 funtów.

Dodaj komentarz