Wielkie serce schowane w futrze

Wielkie serce schowane w futrze

Miłośnicy briardów – długowłosych owczarków francuskich z Brie – nie mogą odżałować, ze podczas I wojny światowej pociski artylerii niemieckiej strzaskały kopułę kościoła w Montdidier w Szampanii. Wraz z malowidłem na suficie świątyni przepadł namacalny dowód na to, że briardy wywodzą sie wprost ze Średniowiecza…

W kościele znajdował sie plafon – niewątpliwie z końca XIV stulecia – na którym przedstawiono scenę związaną z jedna z bardziej psich legend – z opowieścią o psie dworzanina Karola V, d’Aubreya de Montargis. Młody ten rycerz cieszył sie łaskami króla, który wyróżniał go z tłumu swych dworzan, dopuszczając do licznych zaszczytów i pieniędzy. Szczególnie musiało to bolec dworaka o imieniu Macaire, który czul, ze jego pozycja pierwszego królewskiego łucznika jest zagrożona. Młody d’Aubrey nie dość, że celniej strzelał z luku, ale chętnie popisywał sie swym kunsztem strzeleckim przed całym dworem.

Zagrożony Macaire postanowił zagrać va banque i wyzwać swego rywala na bezpośredni pojedynek strzelecki. Zrobił tak i… przegrał. Wprawdzie d’Aubrey nie przyjął pięknego pierścienia, ofiarowanego przez króla najlepszemu z łuczników i tak pokierował ceremoniałem, ze wręczono go Macaire’mu, ale wszyscy wiedzieli ze posiadacz królewskiej nagrody nosi ja z łaski przeciwnika. W średniowiecznej Francji był to wystarczający powód do serii nieustannych pojedynków.

Wyzywany nieustannie d’Aubrey wciąż wygrywał – i na miecze, i na maczugi, i na pięści. Z każdą walką Macaire czul sie coraz bardziej spostponowany i coraz bardziej pragnął zemsty, choćby i niegodnej. Nie było to łatwe, jako ze d’Aubrey wszędzie chodził ze swym psem, wielkim płowym Brutusem, którego jako ślepego jeszcze szczeniaka uratował od utopienia i troskliwie wychował na najwierniejszego przyjaciela. Pewnego razu jednak Macaire zdybał d’Aubreya w Lesie Bondy niedaleko Clichy i zakłuł nożem. Pies, który pobiegł za wiewiórką trafioną strzałą d’Aubreya przybiegł za późno: jego pan juz nie żył, a Macaire uchodził w las, pewny, ze nikt go nie widział.

Spostrzegł go jednak Brutus i wieczorem bez wahania zaatakował Macaire’a, gdy ten wraz z innymi dworzanami oddawał cześć zabitemu rycerzowi. Nie pomagały jakiekolwiek próby uspokojenia psa – wyrywał sie i chciał zagryźć Macaire’a. Nie wiadomo, kto pierwszy wpadł na pomysł  “sądu Bożego” – ordaliów. Legenda chce, by był to sam król. Nikomu innemu biskup de Nemours nie ustąpiłby: reguła ordaliów wymagała, by w pojedynku wystąpił oskarżony przeciw oskarżycielowi i by Bóg dal zwycięstwo temu, kto ma racje w sporze. Pierwszy raz jednak w dziejach oskarżycielem byłby pies… Trudno orzec, czy sprawiła to sympatia, jaka cieszył się zamordowany, czy też żarliwość przekonania Brutusa, w każdym razie biskup wyraził zgodę. Na arenie zbudowanej na sekwańskiej wyspie Notre Dame 16 lipca 1371 roku Brutus wystąpił przeciw Macare’owi, odzianemu w kolczugę i wyposażonemu w maczugę i tarczę.

Walka była krótka – w trzecim skoku Brutus sięgnął gardła skrytobójcy i zostawił mu tylko tyle życia, ile trzeba było, by mógł wyznać swą zbrodnię i przyjąć absolucję. Co prawda jedna z wersji legendy mówi, że morderca został tylko powalony na ziemię i zmuszony do przyznania się, a życie odebrał mu katowski topór, a nie bezy Brutusa, ale sedno opowieści nie zmieniło się:  pies wskazał mordercę swego pana i pokonał go w pojedynku.

Karol V wzruszony przywiązaniem i odwaga psa wystawiła w Lesie Bondy pomnik ku czci Brutusa, na którym kazał wyryć łaciński napis –przestroge:

Wy, śmiertelnicy, jesteście ślepi,

Gwałcąc nawet najświętsze uczucia

Gdy nawet nieme zwierze was poucza

Aby być wdzięcznym.

 Niechże wiec nawet cień wasz

drży ze strachu

Gdyby was naszła chęć czynienia zła.

 

Od tego to Brutusa maja sie wywodzić wszystkie briardy, zaś francuska nazwa rasy Berger de Brie ma być echem zniekształconego Berger d’Aubrey – owczarek d’Aubreya.

I choć XIV-wieczny Brutus miał być briardem, to jednak prawdziwa historia rasy jest dużo krótsza – udokumentować ją można dopiero od XIX wieku. Wtedy to we Francji pojawiły sie pierwsze dzieła o sztuce rolniczej, a wśród nich – książeczka księdza A. Rosiera o hodowli zwierząt i rolnictwie. W niej to właśnie po raz pierwszy wspomniano o “psie z Brie”, który miał być szczególnie pomocny w pasieniu i ochronie licznych stad owiec. Wojny napoleońskie wywołały ogromny popyt na tkaniny wełniane, niezbędne na mundury, co sprawiło, że jak Francja długa i szeroka zaroiło sie od stad owiec i od pilnujących ich psów. Wychwalane pod niebiosa owczarki z Brie miały być szczególnie inteligentne, tak wiec do pilnowania i zaganiania stada kilkuset owiec wystarczało ich dwa lub trzy. Kongres Wiedeński zakończył okres wojen i zapotrzebowanie na wełnę spadło, ale prawdziwy cios hodowli owiec a przez to i psów, zadała w drugiej połowie XIX stulecia… tania wełna z Australii. Można przyjąć żartobliwie, ze briard przestał pełnić swe funkcje użytkowe, zastąpiony przez border collie i kelpie…

Zaniechanie funkcji użytkowych zbiegło sie jednak z odkryciem innej strony briarda – od wystawy w 1863 roku, kiedy to wystawiono dość niewielką, drobną suczkę o imieniu Charmante, briard święci triumfy jako pies wystawowy i rodzinny. Choć jeszcze w 1936 zakładano, ze prawdziwy briard musi być zwierzęciem użytkowym i wymagano, by wystawiany w klasie championów legitymował się egzaminem z zaganiania owiec, to zrezygnowano z tego “pod wpływem nieistotności zagadnienia i prezentowania wielu dyplomów budzących wątpliwości“, jak napisano w biuletynie francuskiego Club de Amis du Briard – Klubu Przyjaciół Briarda – z tego właśnie roku. Podejmowane podczas obu wojen światowych próby zastosowania briardów w wojsku jako psów stróżujących, meldunkowych i obronnych spełzły na niczym; znacznie lepiej w tej roli sprawdzały sie bouviery, sznaucery, a przede wszystkim owczarki niemieckie.

Od końca lat 40. briard jest juz wyłącznie efektownym psem do towarzystwa i domowym przyjacielem, co podkreśliła jeszcze przeprowadzona w 1965 roku nowelizacja wzorca, kładąca nacisk na efektowny wygląd zewnętrzny, a bagatelizująca cechy psychiczne. W hodowli pojawiły sie osobniki tchórzliwe, często nawet niebezpiecznie agresywne z tchórzostwa. Zarzucano to szczególnie czarnym briardom, choć to raczej przesąd: psy płowe i “niebieskie” były równie często kiepskie pod względem psychicznym. Pewne próby nawrotu do briarda jako psa wybitnie użytkowego, wiejskiego, o silnej psychice, zdecydowanym temperamencie i mniej olśniewającej szacie podjęto we Francji w połowie lat 80. XX wieku, lecz szybko z nich zrezygnowano. Rynek – jeśli wolno tak mówić o rzeszy miłośników psów – domagał sie psów zrównoważonych psychicznie, lecz przede wszystkim bardzo efektownych.

Popularność swa briard zawdzięcza właśnie kapitalnemu wyglądowi. Doprawdy, wiele osób daje sie zwieść futrzanej, puchatej kulce, jaka potrafi być młody briard i przypuszcza, że dorosły pies będzie równie łagodny i dobroduszny. Francuzi mówią, że briard to ogromne serce pokryte kopą futra, ale to raczej bardzo udane hasło reklamowe niż rzeczywista charakterystyka. Jak każdy pies owczarski briard wymaga sporo ruchu i ma niespożyty temperament, a zarazem jest psem oddanym przewodnikowi i jego rodzinie. Bardzo aktywny, ciekawski, ruchliwy i wytrzymały, dzięki swej sporej masie i pierwotnemu przeznaczeniu do obrony stad doskonale nadaje sie do szkolenia, i to zarówno w kierunku agility, jak i prób obronnych.

Ponieważ większość briardów dorasta psychicznie dość późno, około 2 roku życia, trzeba zatem przygotować sie, że szkolenie briarda będzie długotrwałe. Wszyscy hodowcy podkreślają sportowy i dość wesoły charakter tych psów, toteż ich szkolenie nie jest tak łatwe jak innych psów pasterskich.  Na dodatek – choć to tylko niesprawdzona plotka – w późnych latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia dodano ponoć do briarda krwi charta afgańskiego, by uzyskać zwierzęta o jeszcze bujniejszym włosie. (Pewnym naturalnie żartobliwym potwierdzeniem nie wprost tego byłaby powszechna u briardów skłonność do gonienia uciekających samochodów, rowerów czy zwierząt.) Jeśli to prawda, to mogłaby to być przyczyna pewnej “odporności na naukę posłuszeństwa”, choć przyznać trzeba, że cierpliwością, łagodną konsekwencją i wielokrotnym powtarzaniem można z briarda uczynić  mistrza PT czy obedience.

Wedle polskich hodowców, większość psów tej rasy przejawia intensywne zapędy pasterskie, (m.in. “zaganiając” członków stada – czyli rodziny) ale nie wiadomo mi nic o próbach użytkowania w Polsce briardów przy pasieniu owiec. Być może przyczyna jest tu dość kłopotliwa pielęgnacja. Choc suchy, “kozi” włos okrywowy briarda nie wymaga szczególnej troski, to gesty, miękki i obfity podszerstek ma niewiarygodna wprost zdolność do filcowania sie i zbijania wespół z włosem okrywowym w nierozplatywalne węzły. Przy dużych rozmiarach psa trzeba poświęcić na jego rozczesywanie co najmniej godzinę co dwa-trzy dni. Zdecydowanie, niestety, trzeba pamiętać o codziennym przemyciu brody i przeczesaniu grzywki.

Przy okazji – protoplaści rasy, rzecz jasna, mieli oczy odkryte, a długa, zasłaniająca pysk grzywka jest osiągnięciem hodowlanym ostatnich kilkudziesięciu lat. Wszystkie psy wystawiane poza brylowaniem na pokazach maja grzywki podpinane, tak by nie zasłaniały im oczu, a nie wystawiane – po prostu obcięte. Jest to o tyle ważne, ze obfite owłosienie głowy utrudnia briardowi orientację w sytuacji, a psy tej rasy często reagują agresją na zjawiska lub wydarzenia, których nie rozumieją do końca.

Przy rozmowach o briardach zawsze wypływa kwestia “ostróg”. Są to szczątkowe palce na tylnych łapach, przy czym wzorzec szczegółowo wymaga, by były to palce podwójne, na dodatek o dwóch różnych kostkach, równej długości i kształtu. Nikt – oprócz autorów wzorca – na dobrą sprawę nie wie, po co ta cecha ma być utrwalana u wszystkich francuskich owczarków, zwłaszcza, że dodatkowe palce są wyjątkowo niepraktyczne (u briarda na szczęście są one schowane w futrze, ale u np. beaucerona?). Wzorzec opisuje tak drobiazgowo ułożenie ostróg, że nawet pies o najwspanialszej anatomii i doskonałym charakterze nie ma co liczyć na użycie w hodowli, jeśli nie daj Boże, kostki w ostrogach ma zrośnięte. Jaki jest tego prawdziwy powód – oprócz tradycji – nie udało mi sie dociec.

Briard uchodzi za zwierze o dość silnym zdrowiu, choć rasę te trapi nie tylko dysplazja biodrowa i skręty żołądka, ale też dość częste PRA i – jak twierdzą Francuzi – częste zapalenia ucha środkowego (zwłaszcza u psów o nie ciętych uszach). Jak wszystkie psy długowłose, briardy wymagają bardzo starannego wysuszenia po kąpieli, zwłaszcza że przemoczone przeziębiają się dość łatwo. Pewnym kłopotem być tu może fakt, że wszystkie briardy uwielbiają taplanie się w wodzie (zupełnie niczym retrievery), a i nie maja najmniejszych oporów przed położeniem się  na środku dużej błotnistej kałuży.

Przeciętne życie briarda nie jest długie – raptem 12 lat, przy czym trzyletni briard jest młodzikiem, a 9-letni zgrzybiałym staruszkiem. Te sześć lat pośrodku może być fascynującą przygodą, jeśli ktoś lubi swoje własne trzy hektary do czesania co wieczór.

Copyright for text © by Adam Janowski

Copyright for photo  © by Jolanta Żółtowska-Widera

Dodaj komentarz