Wyrozumiały ciepły olbrzym

Wyrozumiały ciepły olbrzym

Na pierwszy rzut oka widać, ze wszystkie cztery rasy szwajcarskich psów pasterskich maja wspólnego przodka: charakterystyczne umaszczenie sprawia, ze ich więzi rodzinne widoczne są gołym okiem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu o tym, czy stojący przed nami pies to appenzeller, entlebucher czy dürrbächler rozstrzygało przekonanie właściciela. Nikt sie zresztą tym tak bardzo nie przejmował, skoro pies miał przede wszystkim pracować, i kropka. I choć przez cały dwudziesty wiek hodowcy starali sie raczej podkreślać niż zacierać różnice miedzy poszczególnymi “Szwajcarami”, to ich bliskie pokrewieństwo jest wprost oczywiste.
Odróżniano wprawdzie cztery warianty tego samego psa – duży długowłosy – dürrbächler, duży gładkowłosy – szwajcarski pies pasterski i dwa mniejsze gładkowłose (appenzeller, entlebucher), ale prawdziwą popularność zdobył wyłącznie największy i najefektowniejszy z nich: dürrbächler, przodek dzisiejszego berneńczyka.
Nazwa pochodzi od miejscowości Dürrbach, leżącej na nizinach w pobliżu Berna, obok znanego dziś uzdrowiska Riggisberg. Nie tak dawno tutejszy pies musiał cały rok pilnować podwórza, latem strzec owiec podczas wypasu, a od jesieni do wiosny ciągnąć wózek z bańkami z mlekiem. Mieszkańcy szwajcarskich dolin nie pozwolili by sobie na utrzymywanie olbrzymiego zwierzaka, który nie byłby przydatny w gospodarstwie przez cały rok. Wieśniacy z przyczyn czysto praktycznych wybierali do dalszej hodowli zwierzęta długowłose i mocarne: obfity włos dawał lepszą ochronę przed zimnem, co sprawiało, ze pies mógł pilnować podwórza przez cały rok. Imponujące rozmiary psów podwórzowych działały na wyobraźnię nieproszonych gości – domokrążców czy żebraków, których w początkach stulecia w Szwajcarii nie brakowało. Jeden z twórców rasy, profesor Heim, ukuł nawet teorię, która może nie jest do końca prawdziwa, ale ładnie brzmi. Otóż jego zdaniem psy pilnujące obejść mieszkańców dolin były duże i długowłose, zaś odmiany hodowane w górach, gdzie domokrążcy nie docierali, zazwyczaj mniejsze i krótkowłose. Ochrona przed zimnem miała być niezbędna dla psów z dolin, spędzających całe dnie i noce na dworze, natomiast pasące stada psy z gór nie musiały tak chronić się przed zimnem – noce spędzały wraz z pasterzem w szałasie. W Szwajcarii w XIX wieku nie było już wilków i pies pasterza nie musiał bronić stada przed dzikimi zwierzętami, nie musiał być zatem duży ani mocny… E non e vero, e bene trovato.
W dzisiejszych berneńczykach – łagodnych olbrzymach nie sposób dopatrzyć sie psów mających pilnować obejścia, ale takie było jedno z ich zastosowań. Trzeba tylko zauważyć, że ich przodek – dürrbächler miał podwórza pilnować, ale nie bronić! Jego zadaniem było oszczekanie intruza i zaalarmowanie gospodarza, który miał przyjść i sam ocenić, czy gość jest pożądany, czy nie. W zależności od reakcji właściciela pies witał się serdecznie lub nie (ten moment oczekiwania na reakcje przewodnika opisują dziś jeszcze jako cechę rasową hodowcy dużych szwajcarskich psów pasterskich). Swą imponującą postura miał odstraszać potencjalnych intruzów, ale w żadnym wypadku nie mógł przejawiać agresji, ani do zwierząt, ani do ludzi. Psy podwórzowe z reguły nie były przywiązywane, chodziły swobodnie po całym obejściu i nie mogły straszyć krów, owiec czy drobiu. Pies agresywny nie miąłby racji bytu, podobnie jak zwierzę skłonne do włóczęgostwa czy kłusowania – musiał zachowywać ciepłą wyrozumiałość wobec wszelkich zwierząt, domowych i dzikich. Tę cechę w toku hodowli utrwalono i dzisiejsze berneńczyki są w zasadzie „przyjaciółmi całego świata” – kotów, koni, krów i ludzi.
Kynologowie spierają się, czy łagodność berneńczyków wzięła sie z cech zwierzęcia podwórzowego, czy raczej pociągowego. Wykorzystywane do połowy wieku do ciągnięcia wózków z mlekiem psy nie mogły przejawiać najmniejszych instynktów łowieckich, nie mogły być agresywne ani zbyt pobudliwe. Jak wyglądałby ładunek, gdyby “napęd” pobiegł za zającem czy wdał się w bójkę z innym wioskowym psem… Niezależnie od przyczyn takiego stanu, przyznać trzeba, że łagodność rzeczywiście przypisana jest rasie jako cecha wzorcowa.
Gdy około 1900 roku moda na kynologię dotarła do Szwajcarii, najwięcej zwolenników nowinki obyczajowej znaleziono w okolicach Berna. Tu właśnie zajęto sie lokalnymi odmianami psów, długowłosymi psami chłopskimi znanymi pod nazwa dürrbächler,. Cała okolica żyła z rolnictwa i (jak byśmy określili to dziś) agroturystyki, przeto te łagodne psy znane były w całym kraju i funkcjonowały w mentalności Szwajcarów podobnie, jak w dziś w Polsce owczarki podhalańskie – każdy je kiedyś widział i pamiętał.
W 1902 roku zorganizowano w Bernie pierwszą w Szwajcarii wystawę psów, na która zaproszono także właścicieli psów z okolicy, i była to pierwsza wystawa, na której wystąpiły trzy berneńczyki. Jeszcze nieoficjalnie, bo żaden z nich nie był psem rodowodowym i nie był wpisany do ksiąg hodowlanych, ale pierwszy krok został zrobiony. W efekcie tego juz w dwa lata później, na pierwszej międzynarodowej już wystawie psów w Bernie, dürrbächlerów było już sześć, z czego cztery mogły poszczycić się wpisem do ksiąg rodowodowych.

To, że psy te w ogóle wychynęły z szwajcarskich dolin w świat, zawdzięczają dwóm ludziom – właścicielowi kafejki w Bernie, Fritzowi Probstowi, który zakochał sie w, daleko jeszcze wtedy nie eleganckich, dürrbächlerach i zaczął je hodować, rezygnując z prowadzonej dotychczas hodowli psów myśliwskich. Został on zresztą pierwszym sędzią tej rasy i jej niestrudzonym propagatorem. Drugim „ojcem-założycielem” rasy został wspomniany juz profesor Albert Heim z Zurychu, który sam nie będąc hodowcą, wywarł olbrzymi wpływ na kształtowanie się rasy jako sędzia kynologiczny i autorytet w sprawach kierunku hodowli. To jemu dürrbächler zawdzięcza nie tylko określenie pożądanego ogólnego typu psa (zwarty, dość silny, nigdy drobny czy niski), ale i wyeliminowanie z hodowli psów o ogonie zakręconym na grzbiecie czy psów o gładkiej, przylegającej sierści. W serii artykułów w ówczesnej prasie kynologicznej dał pierwsze opisy idealnej – jak na owe lata – budowy berneńczyka. Na początku XX wieku, dokładniej w 1907 kilku hodowców z regionu Burgdorf powołało Schweizerische Dürrbach-Klub, na którego przewodniczącego zaproszono prof. Heima. W 1908 roku, na wystawie psów zorganizowanej z okazji 25-lecia szwajcarskiego towarzystwa kynologicznego, wystawiono juz 22 rodowodowe psy tej rasy i był to przełom w historii tych wspaniałych olbrzymów – profesor Heim doszedł do, słusznego skądinąd, wniosku, że na dotychczasowej nazwie psów każdy nie-Szwajcar połamie sobie język i zaproponował nazywanie ich berneńskimi psami pasterskimi, co podchwycono ochoczo. Opracował także wzorzec rasy i doprowadził do międzynarodowego uznania rasy, w czym bardzo pomogło uznanie “dürrbächlera” za oficjalna maskotkę Szwajcarii na Wystawach Światowych. W 1910 roku na wystawie w Zurychu pokazano ich już ponad 100 (sic!), w tym też roku pokazano pierwsze berneńczyki na wystawach w Paryżu i Nicei. Ostatnia przeszkoda na drodze do międzynarodowej popularności padła – berneński pies pasterski rozpoczął triumfalny pochód przez świat. Oprócz popularnej nazwy “Dürrbächler” w języku potocznym funkcjonowały jeszcze inne określenia berneńczyka, takie jak “Blass” – pies z białą plamą na piersi, “Ringi” – pies z (białym) kołnierzem wokół szyi, “Barri” – przez podobieństwo do bernardyna, pies z niewielkimi białymi znaczeniami oraz “Vieraugler” – “Czworooki” – dzięki brązowym plamkom nad oczami, sugerującymi drugie, wiecznie otwarte oczy. (Warto wspomnieć, ze podobne skojarzenia budziło niegdyś wśród mieszkańców Tybetu umaszczenie Do-Khyi, doga czy mastifa tybetańskiego).
Berneńczyki były przede wszystkim psami ściśle użytkowymi i dopiero od kilkudziesięciu lat ich podstawowym zadaniem jest towarzyszenie człowiekowi, co ma wpływ zarówno na ich dzisiejszy charakter, jak i wygląd. Psy opisywane w początkach wieku były wyraźnie lżejsze, miały mniejsze głowy, znacznie mniej futra, a charakter zdecydowanie ostrzejszy. Hodowla poszła w kierunku podkreślania cech odróżniających berneńczyka od innych szwajcarskich psów pasterskich – tak wiec dbano o osiągniecie jak największych rozmiarów, jak najdłuższej lekko falistej szaty, możliwie najbardziej symetrycznych znaczeń na pysku i ciele. Surowo tępione dziś balie laty na szyi („obroża”) jeszcze niedawno (do 1973) były dozwolone, a nieco wcześniej (do 1951) – nawet pożądane! Dla powiększenia ogólnych rozmiarów i wielkości głowy w latach dwudziestych nie zawahano sie przed dodaniem do berneńczyka krwi bernardyna. W trzydzieści lat (1948) później “powiększono pulę genową rasy”, zezwalając na użycie do hodowli szczeniąt z niezamierzonego mezaliansu bernenki imieniem Christine z wspaniałym nowofundlandem Pluto. Ich wnuk został w kilka lat później Zwycięzcą Świata! Wszystkie te krzyżówki prowadziły do uzyskania z berneńczyka psa domowego, który idealnie odpowiadałby potrzebom coraz zamożniejszych społeczeństw. Pierwsze psy do towarzystwa były niewielkie, by mogły nad nimi panować kobiety – mężczyźni byli zajęci pracą zarobkową. Wraz z zanikiem funkcji użytkowych wiele ras szukało nowego “zajęcia”, a elegancki, wesoły i łagodny wobec dzieci berneńczyk mógł zostać psem do towarzystwa, skoro koszty jego wyżywienia nie stanowiły już takiego problemu jak niegdyś…
Profesor Heim napisał któregoś dnia: Moim zdaniem, dobry berneński pies pasterski jest przez swe proporcje, przez symetrię, przez swe eleganckie kolory i ich miłe dla oka rozłożenie na sylwetce najpiękniejszym psem, jakiego tylko można sobie wyobrazić. Wiele innych ras bywa przez swe właściwości interesujące, ładne lub mile, ale berneński pies pasterski jest – może przez swa normalność – doskonały pod każdym względem. Nie jest wąsko wyspecjalizowany, aż do jednostronności, we wszystkich swych cechach jest harmonijny i przez to absolutnie wszechstronny jako pies domowy. (…) Berneńczyk jest psem dość czujnym, choć nie rozszczekanym, zauważa wszystko, co dzieje sie w jego polu widzenia i daje dowody najwyższej inteligencji i rozwagi. Jest bardzo przywiązany do człowieka, miły, wierny i, jak wszystkie psy pasterskie, wyzbyty jakiegokolwiek fałszu czy podstępu. Jest odważny i nieustraszony, ale nigdy agresywny. Wszystkie te cechy rasy ukształtowane były w ciągu wielu lat praktycznej hodowli, są typowe dla rasy i w najwyższym stopniu dziedziczne. Pod tą entuzjastyczną opinią każdy chciałby podpisać sie obiema rekami, gdyby nie to, ze profesor Heim pisał to 90 lat temu, a od tego czasu rasa, niestety, zmieniła sie znacznie.
Zostając psem do towarzystwa berneński pies pasterski przestał pełnić jakiekolwiek funkcje użytkowe i stal sie leniwym psem, spędzającym całe dnie na kanapie. Do hodowli wybierano szczenięta najbardziej “miskowate”, najbardziej rozczulające kontrastem barw, okrągłą głową, dziecięcą nieporadnością. Ze sprawnego ruchliwego dürrbächlera, przyzagrodowego Burka, berneńczyk stał się ogromnym, niezbyt zwinnym psem, pełnym nieporadnej siły, której nie umie i nie ma gdzie wykorzystać. Pozbawiony “genetycznie” agresji nie nadaje sie na psa obronnego, jest za duży i zbyt mało skoczny do zabaw typu flyball czy agility, a nawet w naszym klimacie przez jedno półrocze umiera z gorąca, a przez drugie pragnie wyrwać sie z ogrzewanego mieszkania na dwór, zaś chodzenie po schodach nie jest tym, co lubi najbardziej.
Z drugiej strony nadal jest prześliczny, przez swą wyrozumiałą cierpliwość doskonale nadaje sie do kontaktów z dziećmi, w porównaniu z innymi psami tej wielkości stosunkowo rzadko cierpi na choroby narządów ruchu (może z wyjątkiem prześladującej tę rasę dysplazji stawów biodrowych) czy skręt żołądka. Doskonale toleruje inne psy, nawet obce, i nie usiłuje polować na koty. Uwielbia “swoją” rodzinę i jest najszczęśliwszy, gdy może wraz wszystkimi domownikami pójść na dość długi spacer. Hodowcy rasy twierdzą, że berneńczyki do późnej starości zachowują radość życia i szczenięcą chęć do zabawy, najchętniej z człowiekiem. Trzeba tylko pamiętać, że ważący ponad 50 kilogramów pies potrafi w najlepszej zabawie przewrócić nie tylko dziecko, ale i dorosłego mężczyznę…
Berneńczyk uwielbia wszelkie zabawy ruchowe, potrafi niestrudzenie bawić się piłeczką czy aportowaniem patyków, z prawdziwą przyjemnością będzie towarzyszył swemu panu w nawet bardzo długim spacerze czy niezbyt szybkiej konnej przejażdżce. Skoro jego przodkowie ciągnęli wózki z mlekiem, to on dziś z prawdziwa radością będzie ciągnął sanki z dziećmi czy nawet dorosłymi – jeśli tylko znajdziemy gdzieś szelki na jego rozmiar. Wysiłek fizyczny sprawia mu przyjemność, jeśli tylko nie jest zbyt forsowny, stad berneńczyk niezbyt nadaje sie na partnera kolarza, ale dla joggera będzie w sam raz. Pamiętajmy jednak, że nie wystarczy mu sama tylko fizyczna obecność właściciela – berneńczyk wymaga od “swej rodziny” wiele uwagi i – niczym wieczne szczenię – potrafi szturchając swym potężnym łbem wymusić swą codzienną porcję zabawy i pieszczot.
Doskonałymi warunkami dla berneńczyka będzie spory ogród, w którym może swobodnie biegać, w tempie które sobie sam wybierze. Jest to jedna z niewielu ras, która może być trzymana w kojcu, pod warunkiem jednakże, że będzie miał codziennie kilka godzin kontaktu z ludźmi. W żadnym wypadku berneńczyk nie nadaje sie do spędzania długich godzin w samotności, i jeśli nie możemy być z nim, to zapewnijmy mu przynajmniej towarzystwo drugiego psa lub choćby kota. Berneński pies pasterski zostawiany w samotności szybko zgorzknieje i popadnie w apatię, z której trudno mu się będzie otrząsnąć.
Długi, lekko falujący włos berneńczyka uchodzi za łatwy w pielęgnacji, choć częstego szczotkowania nie da sie uniknąć. Prawdziwy problem zaczyna sie, gdy psa tej rasy trzeba wykąpać, a w mieście zdarza sie to dość często. Zwykły psi szampon załatwia sprawę, ale gęsta szata berneńczyka wymaga bardzo długiego i starannego suszenia, które nawet przy użyciu mocnej suszarki potrafi trwać parę godzin. Suszenie jest szczególnie ważne, gdyż rasa ta uchodzi za podatna na wszelkie choroby reumatyczne (choć prawdopodobnie “podatność” ta wynika z łatwości przeziębienia psa, zwłaszcza latem, gdy szuka on ochłody w każdym jeziorku, rzeczce, rowie czy choćby kałuży…) Berneńczyki trzymane w mieszkaniach potrafią dość intensywnie linieć jesienią (a czasem i wiosną), co bywa prawdziwym utrapieniem.

Jak każdy olbrzymi pies, berneńczyk dorasta dość późno, zazwyczaj około drugiego roku. W pierwszym roku życia wymaga szczególnie troskliwej opieki, gdyż szybkie tempo wzrostu masy ciała przy braku należytego ruchu i właściwego karmienia łatwo spowodować może nieodwracalne zmiany w rozwoju kośćca – większość berneńczyków wykazuje większe czy mniejsze wady rozwojowe, spowodowane “niedodbaniem w młodości”. Szkielet berneńskiego psa pasterskiego kształtuje się aż do mniej więcej 14 – 15 miesiąca życia, natomiast swą końcową wagę pies – zwłaszcza samiec – osiąga około 11 miesiąca. Szkód, jakie w nieukształtowanym do końca kośćcu potrafią narobić te trzy miesiące różnicy, nie odrobi sie juz nigdy. Stanowczo nie jest to rasa łatwa w rozwoju! Na dodatek dążenie do osiągnięcia możliwie imponujących rozmiarów sprawiło, ze psy są coraz cięższe, w stopniu prowadzącym nawet do ograniczenia możliwości ruchowych. Dysplazja stawów biodrowych prawdopodobnie jest uwarunkowana genetycznie, z pewnością jednak jest powiązana z masa ciała – im cięższy pies, tym prawdopodobieństwo dysplazji większe. Z tego tez powodu młody berneńczyk przez pierwsze 7-8 miesięcy życia w żadnym wypadku nie powinien wchodzić, a szczególnie schodzić po schodach, gdyż związek takich wędrówek z tzw. luźną łopatką jest udowodniony ponad wszelka wątpliwość. (Zasady te tycza sie wszystkich psów dużych i ciężkich ras i potencjalni właściciele „łagodnych olbrzymów”, jak mawia sie o berneńczykach, nie powinni sie troszczyć, ze to tylko “ich” rasę trapią takie zasadzki.)
Hodowcy berneńczyków ze Szwajcarii ostrzegają jeszcze przed chorobą, zwaną przez nich “idiopatyczną agresją”, objawiającą sie w niespodziewanych, całkowicie nieuzasadnionych i nieprzewidywalnych atakach agresji psa przeciw (zazwyczaj) swemu właścicielowi. Przypadki takie, uznane za chorobę, nie są jeszcze poznane na tyle, by móc powiedzieć coś więcej o przyczynach i rokowaniach medycznych. Znana niemiecka kynolożka, Gudrun Beckmann, twierdzi, ze przyczyna są uwarunkowane dziedzicznie zaburzenia hormonalne, ale nie ma żadnego argumentu na poparcie swej tezy. Zapytany o to samo znany brytyjski zoopsycholog, Peter Mugford, twierdzi, że spotkał sie z tym zjawiskiem i widzi jego przyczynę w buncie systemu nerwowego nie tak dawno jeszcze roboczego psa, w buncie wywołanym nudnym, stresującym i nienaturalnym życiem, jakie pędzą zazwyczaj dzisiejsze bernenczyki. Jak jest naprawdę – nie wiadomo, ale być może współwinni są tu hodowcy z początku wieku, którzy zdecydowali sie dolać berneńskim psom pasterskim krwi bernardyna, a w tej rasie chorobę tę zdiagnozowano juz wiele lat temu. Stwierdzono ponad wszelka wątpliwość, ze jest ona nieuleczalna, uwarunkowana genetycznie, i występuję u psów-samców z wyraźnie określonych linii hodowlanych. Miłośnicy berneńczyków mogą sie tylko pocieszać, że u ich psów choroba ta występuje niezmiernie rzadko…
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku berneńskie psy pasterskie stały się – nie tylko w Polsce – dzięki swym zaletom i swej olśniewającej urodzie psami modnymi. Na szczęście ich rozmiary i niebagatelne koszty utrzymania nie pozwolą nigdy, by bernenczyki stały sie “psami dla każdego”, co być może pozwoli zachować im wdzięk nieporadnych, łagodnych, pięknych olbrzymów, za co są tak kochane na całym świecie.

Copyright for text © by Adam Janowski

Copyright for photo © by Agnieszka Doner

Dodaj komentarz