Metoda środka

Metoda środka

Ludzie są różni. Psy także. Jest to wyraźnie widoczne także, gdy obserwuje się i ludzi i psy w trakcie nauki. Jednym z kieszeni wysypują się z nadmiaru smakołyki, nie zmuszą psa do niczego, i w zasadzie wolno mu wszystko. Inni uważają, że nie będą przekupywać psa, chwalenie go to wstyd, za to karcić mogą bez umiaru. Którzy mają rację? Otóż ani jedni, ani drudzy.

Generalnie, wyróżnia się dwa podejścia do nauczania psów: metodę szkolenia pozytywną i tradycyjną.

Metoda pozytywna ma w założeniu uczenie psa poprzez wzmacnianie jego zachowań pozytywnych (nagradzanie – smakołyk, zabawka), jako zapewniające najbardziej efektywne tempo nauki i największą trwałość przyswajanej wiedzy. Zachowania niepożądane są ignorowane, czym pozbawiamy psa przyjemności otrzymania nagrody, a przez to wygaszane. Żaden pies bowiem sam z siebie nie będzie robił tego, co nie przynosi mu korzyści. Jeśli w zamian damy mu możliwość wykonania czegoś, za co zasłuży na nagrodę, mamy regułę działania szkolenia pozytywnego.

W szkoleniu pozytywnym unika się jakichkolwiek działań, które mogą sprawić psu ból.
Metoda oparta na nagradzaniu, jest dla psa przyjemna, w trakcie ćwiczeń pies przeżywa przyjemne emocje i radość z przebywania z przewodnikiem, co w sumie przekłada się na radość z uczenia się. Pies chętnie uczestniczy w szkoleniu.

Jednakże stosowanie metody pozytywnej – i wyłącznie pozytywnej – często przeradza się w bieganie właściciela za psem ze smakołykiem, prawie proszenia go, by coś zrobił, by dał szansę na wepchnięcie smakołyka do jego pyska. Psy szkolone wyłącznie „pozytywnie” często odmawiają posłuszeństwa, bo częsta (i w zasadzie nadużywana) nagroda nie jest dla nich już wystarczająco atrakcyjna.

Natomiast metoda tradycyjna wywodzi się z metod szkoleniowych wojska czy policji z czasów, gdy podstawowym i jedynym założeniem było to, iż pies reaguje na zasadzie prostych odruchów, zaś człowiek powinien być dominującym osobnikiem alfa. Metoda ta dopuszcza stosowanie kar fizycznych i zastraszania, opierając się na założeniu, że pies najszybciej i najefektywniej uczy się komend unikając bólu, dlatego też niewskazane zachowania psa wiążą się z nieprzyjemnymi konsekwencjami (kara, korekta). W metodzie tej czeka się na błąd psa i dokonuje tzw. korekty, poprzez szarpnięcie lub słowną reprymendę.

W metodzie tradycyjnej – oprócz tego, że w dzisiejszych czasach mało akceptowanej społecznie – problemem jest to, że psy często nie lubią swoich przewodników, a nawet zdecydowanie się ich boją, nie czują się przy ich boku bezpiecznie.

Metody oparte wyłącznie na karach blokują rozwijanie u psa nowych umiejętności. Ponadto, gdy, co nie zdarza się rzadko, pies nie pojmuje związku między swoim zachowanie a korektą, ma poczucie karcenia go „za nic”, co wywołuje strach, niekiedy nawet agresję, czasem prowadzi do syndromu wyuczonej bezradności. Pies stara się za wszelką cenę uniknąć kary, a jeśli nie rozumie, za co jest karcony, przeto stara się nie robić nic, bo za bezczynność kary nie będzie…
W szkoleniu opartym na karach, czy korek
tach pies wykonuje polecenia czysto automatycznie, nie przejawiając chęci do uczenia się wciąż czegoś nowego.

Która z tych metod jest lepsza?
Moim zdaniem – ta środkowa.

Dlaczego ? Ano dlatego, że stosowanie wyłącznie jednej z opisanych powyżej metod nie przynosi odpowiednich rezultatów, nie buduje szacunku u psa w stosunku do przewodnika, potrafi znużyć lub zamknąć psa przed dalszym procesem uczenia. Dlatego, że uważam, że żadna przesada nie jest korzystna, żadna skrajność – dobra.

Dlatego, że każdy pies jest inny, nie tylko z uwagi na predyspozycje rasowe, ale i z powodu charakteru, potrzeb, cech wrodzonych i nabytych. I z uwagi na te różnice cały proces szkolenia należy dopasować do konkretnego psa. Dlatego właśnie szkolenie i stosowane metody należy dostosowywać indywidualnie. Można twierdzić, że stosowanie określonych metod bez zwracania uwagi na cechy temperamentu jest nie tylko nieefektywne, ale również niebezpieczne.

Z psem, dla które jedzenie czy zabawki nie stanowią atrakcji, prowadzenie szkolenia pozytywnego może być bardzo trudne, natomiast pies agresywny nie powinien być szkolony metodami tradycyjnymi.

Często okazuje się, że nie ma gotowych rozwiązań i należy szukać najlepszej drogi na dotarcie do psa.

W pierwszej fazie szkolenia, w fazie uczenia psa nowych zachowań, najlepsze efekty uzyskuje się przy wzmacnianiu pozytywnym, stosując nagrody. Lecz gdy pies już w pełni pojmie czego od niego oczekujemy, należy nakładać na niego coraz trudniejsze zadania, choćby stosując rozproszenia, budując sytuacje utrudniające psu wykonania zadania. Dopiero wówczas, gdy same nagrody nie odniosą skutku, włącza się elementy kar, jako konsekwencję niewykonania komendy. Działa to trochę na zasadzie kija i marchewki – gdy pies zrobi coś niepożądanego – doświadcza nieprzyjemnej korekty. Ale jednocześnie należy pokazać mu zachowanie pozytywne, jakiego oczekujemy w zamian. Gdy pies wykona polecenie – nie tylko zanika korekta, ale i pies otrzymuje nagrodę. W ten sposób jest jakby podwójnie nagradzany. I w ten sposób – na jasno i czytelnie stawianych zasadach – pies uczy się szybciej i bardziej niezawodnie wykonywać polecenia lub podejmować samorzutnie działania, nawet w warunkach rozpraszających.

Pamiętajmy jednak, że wachlarz kar jest szeroki i należy dopasowywać je do umiejętności i charakteru danego psa, zaczynając jednak od tych najdelikatniejszych. Dla wielu psów nawet zmiana tonu przewodnika, nagana słowna może być już wystarczającą karą! Nie chodzi przecież o to, by skrzywdzić psa.

Szkolenie powinno się rozwijać – wzbogacać o nowe obserwacje i doświadczenia, i powinno rozwijać psa, który chce i lubi się uczyć, który czuje szacunek do przewodnika, ufa mu.
Pamiętajmy – psy lubią się uczyć. Szukajmy najlepszych metod szkolenia, nie bójmy się nagradzać ale i pokazywać psu, że robi coś źle, nie krzywdźmy, kierujmy się intuicją, rozsądkiem i wiedzą, zdobywaną latami.

Copyright © for text by Agnieszka Doner
Copyright © for photo by doggietrainingcenter.biz