Wreszcie!

Wreszcie!

Przez facebook przepłynęła jakiś czas temu fala ‘humoru z kart ocen’, najdziwniejszych opisów, jakie sekretarz ringowy potrafi uczynić z oceny psa przez sędziego w ringu. Być może wkrótce dojdziemy do takiej znajomości jednego z języków europejskich, że nie będą potrzebni tłumacze – albo też, jak kilkakrotnie spotkałem się z tym na rozmaitych wystawach CACIB, wszystkie opisy będą robione po angielsku, co przynajmniej wyeliminuje potrzebę zatrudniania tłumacza, zazwyczaj doraźnie przyhołubionego do terminologii kynologicznej. I co wtedy?

Wtedy docenimy wysiłek p. Natalii Nadratowskiej, która z powodzeniem podjęła się opracowania (niestety – mini) słownika kynologicznego angielsko-polskiego i polsko-angielskiego. Jak każde działanie prekursorskie w naszym kraju przebiegło to skrycie, nieznane nikomu, i dopiero dzięki przypadkowi stałem się posiadaczem jednego egzemplarza, na który rzuciłem się z niecierpliwością. I co? Dobrze!

Autorka jest zapalonym psiarzem, miłośniczką agility (to dokładnie widać w treści słownika) i choć fotografuje się głównie z border colie i psami wielorasowymi, to na okładkę swego słownika wybrała rysunek jakiegoś retrievera…

Wszelkie uwagi, jakie mam do dzieła, nie zmieniają mojego zachwytu nad tym, że w końcu ktoś wziął się do zrobienia rzeczy tak potrzebnej. A że wyszło na razie skromnie, nawet skromniutko – spokojnie, taka publikacja powinna z roku na rok puchnąć merytorycznie! Dlatego też naturalnym środowiskiem dla takiego słownika winien być internet – w nim można aktualizować go na bieżąco. Problem w tym, jak na tym zarobić, a przynajmniej dostać jakąkolwiek gratyfikację za swe starania…

Nieważne, koniecznie trzeba zauważyć, że taki słowniczek się pojawił, pochwalić – bo to dobre, a potem można się zacząć czepiać. Pomijając boleśnie minimalistyczną liczbę haseł stwierdzić trzeba pewną niekonsekwencję Autorki, która najwyraźniej nie umiała się zdecydować, czy buduje słownik, czy leksykon, toteż niektóre – najzupełniej przypadkowe – hasła są uzupełnione o ich znaczenie, a niektóre bynajmniej.

Sam dobór haseł też sprawia wrażenie dość chaotycznego; konia z rzędem temu, kto znajdzie jakąś logikę w doborze haseł choćby medycznych w słowniku. W efekcie mamy CEA, nawet dwa razy, jako skrót i rozwinięcie, mamy lipofuscynozę ceroidową. ale nie mamy choćby jednak znacznie popularniejszego PRA… Owszem, angielskojęzyczna terminologia dotycząca agility jest reprezentowana dość starannie, ale inne dziedziny psich sportów co najwyżej marginalnie, a o szkoleniu obrończym czy tropiącym nawet nie ma co marzyć!

Wiem, że ojczyzną kynologii jest Anglia (no dobrze, Wielka Brytania) ale przydałoby się choćby zauważyć niektóre pojęcia czy słowa amerykańskie, bo w słowniku jest utilisation (bez określenia, ze to wcale nie najczęstsze znaczenie tego słowa) ale nie ma utility, jest German Shepherd Dog, ale nie ma Alsatiana, jest dudley nose ale butterfly nose już nie… Słownik jest jedynym rodzajem publikacji, który można oceniać po tym, czego w nim nie ma!

Drugi problem, który z pewnością Autorka rozwiąże przy kolejnej edycji swego słownika, to brak swoistej terminologii wystawowej – takie skróty jak BOB, BOS, JW czy BPC, nie mówiąc już o pojęciach takich jak dummy, Dual Purpose czy Up&Down nie istnieją jeszcze w słowniku. Ale przyznać trzeba: East&West jest!

Trzeci, dość komiczny, kłopot (choć to może tylko moje zdanie) to tłumaczenie niektórych haseł. Zacytujmy dosłownie: „Boxer – rzecz. bokser” albo „Aidi – rzecz. Aidi, Atlas Mountain Dog” (Nota bene to hasło jest tylko „w jedną stronę”).

I ostatnia już uwaga krytyczna – pisząc słownik trzeba się zdecydować, czy zajmiemy się właśnie słownikiem, czy leksykonem. Bo tłumaczyć Czytelnikom dość obszernie czym jest krowia postawa kończyn, i równocześnie nie wspomnieć co to postawa beczkowata, to jakby niekonsekwencja (podobnie jak umieszczenie owej „beczki” tylko w spisie polskich haseł, a nie angielskich). A swoją drogą ciekaw jestem, jak z pomocą tego słownika udałoby się wytłumaczyć jakiemuś angielskojęzycznemu partnerowi, co to jest metryka, a polskiemu rozmówcy co to za zwierz lazy ears

Całe to czepialstwo, jakiemu dałem wyraz powyżej służy tylko jednemu: Pani Natalio, więcej, śmielej! Jest wspaniale, że jest słownik, teraz niech Pani zrobi go niedościgle! Bardzo szczerze głęboko dziękuję za już i proszę w imieniu rzeszy słabujących w angielszczyźnie rodaków o więcej!
————————-
Natalia Nadratowska „Angielsko-polski i polsko-angielski słownik kynologiczny”, ISBN 978-83-943573-0-6, Wyd. CERES 2015 , str. 60 cena 18 PLN (sprzedaż wysyłkowa ceres@ceres.net.pl)

Copyright for text by Adam Janowski