WUFF nr 7-8/2016

WUFF nr 7-8/2016

Lipcowo-sierpniowy numer niemieckiego miesięcznika WUFF (latem numer podwójny) jest – jak już tradycyjnie w tym piśmie – szczególnie atrakcyjny. W wakacje i na urlopach szuka się czegoś extra….

Numer otwierają krótkie doniesieni agencyjne, generalnie mało atrakcyjne, o wezwaniu policji do domu, w którym podejrzewano włamanie, a to po prostu pies wyszedł na spacer i nie zamknął za sobą drzwi, o napaści na psa w parku w Gelsenkirchen, a to że na autostradzie uratowali się z płonącego na autostradzie od Essen samochodu… No fajnie, ale żadna z tych informacji nie jest ważna już następnego dnia dla kogokolwiek, oprócz jej bohaterów. Po co zatem ją drukować?

Dalej jest już lepiej – 7-stronicowy tekst „Przesądy wokół żywienia” autorstwa p. Sabine Strostbeck, przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, bo zgrabnie napisany i obejmujący wiele przesądów o karmieniu psów: o nietolerancji mleka, i o szkodliwości zbóż, i o uwarunkowanej psychicznie demonstracyjnej odmowie jedzenia, i o przyczynach uczuleń pokarmowych (okazuje się, że wedle Autorki można szczenię w pewnym sensie uodpornić na alergie pokarmowe w przyszłości). Nowoczesnym obyczajem artykuł poprzedzielany jest wyróżnionymi fragmentami, które Redakcja uznała za szczególnie ważne: w tym wypadku takie są dwa – po pierwsze „Pies nie jest mniejszym wilkiem – badania naukowe wykazały, ze pies trawi niektóre białka – przede wszystkim zboża, takie jak ryż czy pszenica – pięciokrotnie lepiej, efektywniej niż wilk”. I drugie hasło – „Równie dobrze można karmić psa źle BARF-em a dobrze suchą karmą, jak źle suchą karmą a dobrze BARFem”. No właśnie…
I jeszcze jedno – zdaniem Autorki nie sposób określić, czy żywienie naszego psa jest właściwe i dobrze zbilansowane tylko poprzez ocenę poziomu wapnia we krwi (zresztą z innymi minerałami jest, jak twierdzi, podobnie). Jedyną ocenę może dać obraz morfologii krwi badany kilkakrotnie w zróżnicowanych odstępach czasu – choć twierdzi, że karmiąc zbilansowaną karmą suchą lub umiejętnie stosując reguły BARF możemy sobie dać spokój…

Kolejne dwa artykuły zatrącają o dziedzinę zachowań psów – i tak Youdeff Errayes przedstawia naturalną potrzebę zabawy psów jako sposób na odreagowywanie stresu, zabawy jako zastępczego sporu (zwłaszcza dla psów niepewnych psychicznie) oraz zabawy z innym psem pod kontrolą przewodnika jako jednego fundamentów budowy więzi sfory miedzyu psem a przewodnikiem. Redakcja odsyła na stronę Autora na FB – WWW.facebook.com/errayes.hundepsychologe

Drugi tekst – z serii wychowanie – omawia dość szczegółowo (w odpowiedzi na list Czytelnika) problem pogodzenia w jednym domu psa i kota oraz zarzucenia przez psa ohydnego narowu ścigania kotów sąsiedzkich. Kontakt z Autorką na stronie WWW.adler-dogs.at .

Zajmujący się szkoleniem Maximilian Pisacane (niezłe nazwisko jak na pismo kynologiczne!) pisze o różnorodnych, dość zwodniczo pojmowanych, aspektach psa jako obrońcy przewodnika. Okazuje się, że korzystając z kruczków prawnych w Niemczech wielu uczestników i absolwentów kursów ‘IPO użytkowego’ (jak rozumiem – w odróżnieniu od sportowego) to wyżły weimarskie i rhodesian ridgebacki, nie figurujące na jakiejkolwiek liście ras niebezpiecznych, a dające się szkolić obrończo. Autor zwraca uwagę, że w sensie prawnym wątpliwe użycie psa obrończego (nie koniecznie rasy uznanej za niebezpieczną) może skończyć się – w zależności od stopnia obrażeń – dożywotnim nakazem noszenia kagańca, zakazem wstępu z psem do miejsc uznanych za publiczne (np. ulica!!!!) oraz sądowym zakazem trzymania psów przez przewodnika oraz obligatoryjnym uśpieniem psa. A na dodatek odpowiedzialność karna właściciela nie jest ograniczona do grzywny – można trafić do aresztu czy nawet więzienia, jeśli tylko okaże się, że użycie psa było przekroczeniem granic obrony koniecznej (i nie pomoże tu obowiązkowe w Niemczech ubezpieczenie NW dla wszystkich właścicieli wszystkich psów!).

Rasą prezentowaną w tym wydaniu WUFF jest owczarek staroangielski – bobtail. Sam artykuł jest dość nieskomplikowany i w sumie amatorski, ale rozmowa z długoletnią (ponad 40 lat!) właścicielką bobtaili ze Szwajcarii, p. Juttą Iseli – bardzo ciekawy! Dowiedziałem się z niego, że instynkt obrończy w tej rasie jest jednak dość powszechny i znany polski BERET nie jest jedynym bobtailem, który z powodzeniem zdał egzaminy (wówczas) PO1 i PO2. Natomiast żaden z posiadanych przez rozmówczynie bobtaili nie wykazywał instynktu myśliwskiego – a miała ich kilkanaście! Co do chorób trapiących rasę – owczarki staroangielskie z dużą ilością białego mają niestety predylekcję do głuchoty (około 6% populacji), za to wobec popularnej wśród ras brytyjskich nadwrażliwości na iwermektynę (tzw. defekt genu MDR1) są raczej wolne – wykazuje ją od 1 do 11% populacji ( u collie – przynajmniej wedle badań rasy w Niemczech – ponad jedna trzecia!). I jeszcze jedno: bobtaile są ‘gadatliwe’ – chętnie uciekają się do sygnałów głosowych (jak zresztą większość psów pasterskich).

Artykuł o pielęgnacji sierści przynosi dość ciekawą informację – otóż wedle badań naukowców z National Human Genome Research, przeprowadzonych w 2009 roku, choć psy oddzieliły się od wilków co najmniej 15.000 lat temu (a możliwe, że i dużo wcześniej), to zmiany genetyczne w genomie psa, odpowiedzialne za różnorodność typów psiej sierści, zaszły w ostatnich dwustu latach, wspierane zresztą intensywnie przed hodowców. Autorka, Anna Hitz, podaje nazwy owych genów: RSPO2 odpowiada za wyrastanie brody i długiego włosa na korpusie (sznaucer, szkocki terier), FGF5 daje włos długi, jedwabisty lub miękki (cocker spaniel, yorkshire terier), zaś KRT71 daje włos lokowaty lub kędzierzawy (irlandzki spaniel dowodny), przy czym wszystkie te geny mogą występować łącznie – i wtedy mamy szatę pudla lub portugalskiego psa wodnego: długi, lokowaty, z zarostem na psim pysku i tworzący długą firankę. Mnie akurat te nazwy nie są absolutnie do niczego potrzebne, ale podaję je z kronikarskiego obowiązku.

W dziel o szkoleniu Inez Dengscherz pokazuje, jak nauczyć psa…. kuśtykania. Wierzę, że może to wyglądać interesująco w gronie znajomych, ale sądzę, że znacznie większe zainteresowanie, zwłaszcza wśród wystawców, wzbudziłby artykuł o tym, jak oduczyć psa nawykowego utykania…

Dla miłośników czechosłowackich wilczaków i saarlosów, a przede wszystkim lupo italiano kolejne sześć stron poświęcono populacji wilków w Toskanii, rosnącej w liczbę (są one tam objęte całkowitą ochroną), ale zagrożonej przez hybrydy, dzikie potomstwo wilczyc i psów.

Ostatnim – w sensie ułożenia gazety, a nie oceny jakości! – artykułem merytorycznym jest obszerne omówienie zagrażających psom miejskim pasożytów – giardii, tasiemca, glist. Po obejrzeniu kilku zdjęć naprawdę poczułem się przerażony. Warto zapamiętać, że zdaniem autora – dr Hansa Mossera – na inwazję robaczyc narażone są przede wszystkim szczenięta albo wiekowe psy, suki karmiące, psy trzymane w większych grupach i korzystające ze wspólnych kojców (psy w schroniskach!) , psy biegające od czasu do czasu samopas, ale także psy uczestniczące w licznych wystawach, obozach sportowych z innymi psami, zwierzęta karmione surowym mięsem lub resztkami poubojowymi, psy wiejskie i psy policyjne, myśliwskie i psi terapeuci. Ten ostatni punkt mnie zadziwił póki nie przeczytałem, że w Niemczech od lat rośnie wprost lawinowo liczba przypadków zachorowań na robaczyce psów, które zaraziły się nimi od człowieka.

Copyright for text © by Adam Janowski.