Żywienie karmami przemysłowymi – Historia

Żywienie karmami przemysłowymi – Historia

Wśród wielu wyznaczników momentu, w którym dziki wilk zmienił się w oswojonego psa jednym z istotniejszych jest chwila, gdy czworonożny pomocnik polowania zaczął być od człowieka całkowicie zależny pokarmowo, innymi słowy – kiedy człowiek zaczął dbać o strawę nie tylko dla siebie, ale i dla swego psa. Oczywiście, pies był zawsze mniej ważny od przewodnika czy jego współplemieńców, toteż dostawało mu się to, co dla ludzi było już nieprzydatne lub po prostu mniej potrzebne. Udomowiony wilk karmiony był resztkami. Ale jakże inne od dzisiejszych były to resztki: w epoce, w której nie śniło się nikomu o lodówkach, upolowany łoś czy dzik musiał być zjedzony jak najszybciej, bo inaczej “łapał zapach”. Przeszkadzało to ludziom, ale psom – bynajmniej!

Na dodatek w początkach więzi człowiek-wilk fazy nadwyżek jedzenia i głodu następowały po sobie stale, ale – i to bodaj zaważyło najbardziej na przejściu czworonoga na stronę praczłowieka – ich zmienność następowała szybciej niż w plemieniu wilczym. Wilk, bywało, nie jadł przez 5 czy 6 dni, człowiek nawet w początkach więzi plemiennych jadał w zasadzie codziennie, a przez to i codziennie miał resztki do zagospodarowania. I tak zostało przez wiele wieków: posiłki psa może nie były tak syte, jak rzadkie uczty wilczego stada, ale za to regularne. Gwarantował to sam sposób życia człowieka, związanego tak czy inaczej z rolnictwem i myślistwem czyli – w sumie – z wytwarzaniem żywności. Żyjąc u boku pasterzy, myśliwych czy rolników, hodujących zwierzęta domowe, pies miał zapewnione regularne posiłki.

Pośrednim dowodem na więzi psa – ściśle użytkowego! – z rolnictwem jest i fakt, że w miastach zakładanych w Czechach i na Śląsku na prawie niemieckim aż do XVII wieku nie wolno było mieszczanom, Żydom i wszystkim, nie posiadającym gospodarstwa rolnego, trzymać w ogóle psów! Wraz z bogaceniem się mieszczan i ubożeniem licznych właścicieli ziemskich psy wyruszyły do miast, a z drugiej strony – jak choćby w najbardziej symptomatycznej dla Europy Anglii – pojawiły się sfory psów trzymanych nie na potrzeby właściciela, ale na sprzedaż. XIX wiek to początek profesjonalnej kynologii i początek kenneli, nastawionych na hodowlę psów, a pozbawionych zaplecza własnego gospodarstwa rolnego. Skoro nie można było liczyć na mięso z gospodarstwa, to cóż – trzeba było je kupić. A skoro tak – to ktoś musiał je sprzedać. I tak pojawili się pierwsi profesjonalni producenci karmy dla psów… Choć prawda, że do karmy w dzisiejszym sensie było jeszcze daleko.

Wszystko co dobre w kynologii ma swój początek w Anglii, toteż i pierwsi dostawcy karm pojawili się właśnie tam. Jednym z nich był znany choćby z nazwiska Charles Cruft, który pierwszy wpadł na pomysł rozkręcenia biznesu psich wystaw (biznesu właśnie, bo wystawy psów od początku miały przynosić dochód). Wpływy z organizowanej po dziś dzień wystawy Charlesa Crufta (dawniej Londyn, teraz Birmingham) miały początkowo podreperować kulejące interesy projektodawcy, który na co dzień sprzedawał hodowcom psów suchary Spratta, będące czymś w rodzaju pierwotnej karmy. (Notabene suchary te produkowane są do dziś, w prawie niezmienionej formule, i dostępne także i Polsce dzięki firmie MARS, tej od batoników Milky Way, Bounty i karmy Pedigree). Początkowo oferowano dużym hodowlom produkty uzupełniające – suchary właśnie, do których wystarczało dodać mięso i już, posiłek gotowy… Co prawda, niektóre amerykańskie źródła podają, że pierwszą przemysłową karmę dla psów wyprodukowano na wschodnim wybrzeżu USA w 1890 roku, ale daję słowo, że suchary Spratta były wcześniej!

Warto zapamiętać z owych początków żywienia karmami przemysłowymi, że ich oferta była od początku kierowana do dużych hodowli! I choć to dziś się zdecydowanie zmieniło, to argumenty za wyborem karmy przemysłowej były (i są nadal) stricte ekonomiczne: używanie karm gotowych pozwalało oszczędzić czas i w sumie – pieniądze, a takie argumenty trafiają do każdego przedsiębiorcy najlepiej, choćby jego przedsięwzięcie polegało na hodowli psów. Pierwsze karmy, co istotne, reklamowane były jako ‘tańsze, a równie dobre jak karmienie naturalne‘, i w tym cała sztuka.

Otóż pierwsze karmy przemysłowe – czy to w formie sucharów, czy konserw – mniej czy bardziej udatnie naśladowały karmy naturalne, czyli mięso z kaszą lub makaronem (o ekstrawagancjach choćby w postaci warzyw nikt wówczas jeszcze nie myślał!). W zasadzie do drugiej połowy XX wieku karmy przemysłowe reklamowane były jako tańsze, ale doprawdy nie były lepsze niż jedzenie ‘domowe’. Owszem, mogły być smakowitsze z punktu widzenia psa, ale nie były z pewnością opracowane zgodnie z zasadami zoodietetyki. Warto zauważyć, że od stworzenia pierwszych produktów dla psów aż po dziś dzień trwają nieustanne wysiłki, by karmy przemysłowe dla zwierząt domowych były coraz chętniej jedzone lub – co wcale nie oznacza tego samego – coraz chętniej kupowane. Postęp jednakże tu zachodził skokowo, a w dużej mierze psy zawdzięczają to… wojnom!

Otóż po pierwszej wojnie światowej zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i – a może przede wszystkim – w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie istniało co najmniej kilkanaście wielkich zakładów przemysłowych wytwarzających suchary i prefabrykowaną żywność dla potrzeb armii. Wraz z zakończeniem walk, układami pokojowymi i falą demobilizacji spadło zapotrzebowanie na prowiant dla wojska, a zakładom, bez wyjątku prywatnym, skończyły się długoterminowe umowy na dostawy rządowe. Wyraźnie zmniejszoną armię karmiły teraz jedynie zakłady wojskowe, a cywilne przedsiębiorstwa nie bardzo miały zbyt na swe produkty. Co prawda na rynku udało się upchnąć kilka procent produkcji, w postaci pierwszych dań prefabrykowanych, ale były one stanowczo za drogie jak na kieszeń przeciętnych ludzi, a ci, których byłoby na nie stać, woleli jedzenie tradycyjne… Na dodatek wciąż jeszcze obowiązywały kontrakty na dostawy do owych producentów mięsa i produktów rolnych, gwarantowane w dużym stopniu przez budżety rządowe. W efekcie do fabryk wciąż spływały dostawy mąki, mięsa, kaszy czy blachy na konserwy, a właściciele fabryk ani nie mogli, ani nie chcieli za nie płacić. Budżet USA wydał w 1919 roku prawie 18 milionów ówczesnych dolarów na dopłaty do produkcji konserw dla wojska, których armia bynajmniej nie potrzebowała. Rozważano różne propozycje, co począć z ową zamówioną górą jedzenia, włącznie z opłacalnością zniszczenia lub rozdania za darmo. W końcu ktoś wpadł na pomysł, którego prostoty nikt nie negował: może to, czego nie zjedli żołnierze, uda się, z niewielkimi modyfikacjami sprzedać jako żywność dla psów? Chwyciło!

Pierwsze puszki dla psów, jakie pojawiły się w USA w 1919 roku składały się dokładnie z tych samych surowców, i produkowane były w dokładnie w tych samych fabrykach, jakie jeszcze rok wcześniej produkowały konserwy dla wojska. No, może tylko warunki produkcji były nieco mniej wymagające: początkowo po prostu mielono wszystko razem, zalewano wrzątkiem, i pakowano w puszki. Pierwsze karmy przemysłowe miały zawsze i bez wyjątku formę mielonki w puszce – bo po pierwsze, tak było najprościej, po drugie – bo takie narzędzia były pod ręką. Charakterystyczny był tu produkt, jaki uznawany jest za początek amerykańskiej produkcji karmy dla psów: położona w Rockford, Illinois, fabryka produkująca dla wojska racje żywnościowe, własność braci Chapell, w 1920 wypuściła pierwszą karmę dla psów nie będącą zagospodarowaniem ‘remanentów powojennych’. Nazywało się to Ken-L-Ration. Była to pierwsza puszka wyprodukowana od początku, od samego zamysłu, jako karma dla zwierząt. Wraz z rozwojem sprzedaży i postępem konkurencji zaczęto przygotowywać kolejne puszki specjalnie opracowane dla zwierząt towarzyszących, co oznaczało z jednej strony pogorszenie surowców, a z drugiej polepszenie efektów, czyli produktów. Nie jest wcale niemożliwe! Otóż dotychczas producenci bazowali na surowcach przeznaczonych do konsumpcji przez ludzi, które powinny być (nawet dla wojska….) najwyższej jakości, zaś produkty dla zwierząt mogą być, i zazwyczaj są, pośledniejszej klasy, a przez to i tańsze. Z drugiej strony opracowanie konserw specjalnie dla psów sprawiło, że można było przygotować je pod preferencje smakowe i zapotrzebowanie żywieniowe psów właśnie, którym choćby rozgotowanie kaszy na klej zupełnie nie szkodzi, a nawet jest wskazane! Technologia produkcji konserw dla psów jest przecież całkowicie odmienna niż konserw dla ludzi…

Wyciągniecie wniosków z takich założeń sprawiło także, że pojawiła się zupełnie nowa koncepcja karmy dla psów, nie – jak owe “puszki z demobilu” przystosowywanej do potrzeb czworonogów, ale opracowanej od początku wyłącznie dla psów – i tak powstała pierwsza karma sucha. Trafiła ona do sklepów w USA w roku 1932 i nie cieszyła się wcale szczególnym zainteresowaniem. Wyprodukowała ją ta sama fabryka braci Chapell, i nazwała… Chappie! Tak, to samo Chappie, które znamy do dziś, choć technologia wytwarzania i skład są już zupełnie inne. Idea żywienia psa ‘suchymi granulkami’ początkowo nie trafiła wcale na podatny grunt, zwłaszcza że sucha karma była i jest sporo droższa od karmy wilgotnej (puszkowej). Wyjaśnienie potencjalnym klientom, że kilogram ‘suchego’ odpowiada w przybliżeniu 5 kilogramom puszek zajęło trochę czasu. A przecież w puszce dla psa, jak widać gołym okiem, woda stanowi co najmniej 75 procent zawartości, a bywa że i dziewięćdziesiąt parę (bo mięso składa się też w dużym procencie z wody, podobnie jak warzywa czy ugotowana kasza lub makaron). Na prawdziwy sukces karma sucha musiała czekać jeszcze kilkanaście lat, a przynajmniej do… kolejnej wojny światowej! To wtedy znów nastał boom na produkcję żywności dla wojska, a wraz z zakończeniem działań bojowych fabryki dotychczas zajmujące się produkcją racji żywnościowych dla armii musiały ponownie znaleźć sobie nowe zajęcie.

Taki to wpływ szaleństwa ludzi na żywienie psów, choć warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie zagadnienia: w czasie II wojny światowej armie sojusznicze licząc każdy grosz doszły do wniosku, że transport przez ocean puszek dla psów służących w wojsku jest gruntownie mniej opłacalny niż wysyłanie gotowej suchej karmy. Suchej, a wiec lżejszej, łatwiejszej do przechowywania, znacznie mniej objętościowej i po każdym względem tańszej w transporcie. Zamówienia wojskowe sprawiły, że nastał postęp w produkcji suchych granulek, a żywienie nimi po raz pierwszy stało się tańsze niż żywienie karmą puszkowaną. W efekcie karma sucha podbiła świat z przyczyn oczywiście ekonomicznych.

Początkowo jej produkcja była dość prosta – wszystkie produkty przeznaczone do znalezienia się w karmie starannie mielono, potem zalewano gorącą wodą, wylewano cienką warstwą na wielkie blaszane patelnie i suszono. Technologia ta pochodziła miedzy innymi z produkcji pierwszych mieszanek żywnościowych dla zwierząt gospodarskich, głównie bydła i świń, co wynikało, rzecz jasna, z dążenia do obniżenia kosztów. Łatwiej i taniej było przewozić ze środkowych stanów USA karmę do farm na wybrzeżach Stanów Zjednoczonych niż hodować bydło w centrum kraju i przewozić je później do rzeźni na Wschodnim czy Zachodnim Wybrzeżu. Podobny proces zachodził także w Wielkiej Brytanii, choć tu przyczyna była inna. Przemysł mięsny Brytyjczyków nie był w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości karmy dla zwierząt i w latach wojennych pojawiły się pierwsze farmy bydła oparte całkowicie o karmienie przemysłowe zwierząt, które, zamknięte w czterech ścianach ogromnych obór, pomału przestawały widzieć jakiekolwiek pastwiska…

Oczywiście, większość mieszanek sypanych do koryt brytyjskim krowom czy świniom pochodziła wprost z fabryk w USA i Kanadzie, wysyłanych do Europy w ramach pomocy żywnościowej land-lease. W latach powojennych upłynnianie w Europie w ramach planu Marshalla nadwyżek żywnościowych produkowanych za oceanem było interesem podwójnie opłacalnym: z jednej strony dawało utrzymanie fabrykom w Ameryce, z drugiej – przynosiło czyste żywe pieniądze amerykańskim przedsiębiorstwom handlowym i umożliwiało rozwój gospodarek Europy zniszczonej wojną. W latach 1946-1949 dwie trzecie wszystkich amerykańskich fabryk produkujących mieszanki dla zwierząt gospodarskich zmodernizowało się za rządowe subwencje lub zmniejszenia podatkowe, a co czwarta fabryka miała już nowo otwarty dział produkcji karmy (suchej lub wilgotnej, puszkowej) dla psów lub kotów!

A potem już poszło z górki…. W końcu lat 90 ubiegłego wieku Amerykanie wydawali rocznie na karmę dla domowych pupili ponad 9 miliardów dolarów, w dziesięć lat później już 16 miliardów!!! Systematyczny rozwój rozmiarów produkcji i – przede wszystkim – technologii sprawił, że mniej więcej w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku ukształtował się w miarę stabilny podział na trzy główne rodzaje karm przemysłowych: wilgotną, suchą i będącą czymś pośrednim – karmę pół wilgotną. Każdy z tych rodzajów ma swe zalety i zazwyczaj związane z nimi wady.

Copyright for text (C) by Adam Janowski
Copyright for photo (C) by I-really-love-my-dogs.com